Medycznego wykształcenia nie mam, ale czytać umiem...


Andrzej Iwaniuk

niedziela, 25 września 2011

Medyczny terror

Szczepienia - niestety - dalej pod przymusem

Nadzieja na realizowanie szczepień jako opcji dla rodziców w drodze do dbania o zdrowie dzieci - spełznie na niczym. Ale bądźmy świadomi: to TYLKO W POLSCE i UK, pozostałe kraje Unii - szczepienia nieobowiązkowe. I rząd PO nie chce tu zmian, i rząd PiS - też nie chciał!
Szczepionki zabijają: znajdź 2 czerwone fragmenty tekstu w tym poście.
Kartel farmaceutyczny potwierdza swoją siłę: w nowelizacji ustawy nie zastąpi się słowa "obowiązkowe" na "zalecane" - patrz tekst poniżej. Informuje nas o tym profesor Maria Dorota Majewska, osoba najlepiej znająca temat szczepień, w tym faktyczny wpływ szczepionek na zdrowie ludzkie.
Pozostaje - niestety - tylko walka indywidualna o nietrucie swoich pociech - precedensowe orzeczenie sądu: strona IV tego bloga: Szczepienia, czyli jak jesteśmy wkręcani w choroby...
Gdy już przejdzie ta "kosmetyczna nowelizacja" - zwróćcie uwagę, że to parlamentarzyści - bez względu na opcję polityczną - to zatwierdzają. Nie rząd. Bo tu chodzi o kasę: po chorobach i ludzkich dramatach - do kasy. Ale oficjalnie przed kamerą: cherubinkowe miny i troska o Naród. Przykładem jest pan wicepremier Pawlak: oficjalnie troska o ekologię i nasze unikalne /zanikające/ rolnictwo, a nieoficjalnie - jest zwolennikiem wprowadzania upraw GMO. No cóż: "żyć za coś" trzeba...

Mail z serwisu STOPCODEX:

Temat: nowelizacja ustawy o szczepieniach

Szanowni Państwo, Z przykrością donoszę, ze jednak nasze nadzieje na liberalizację ustawy o szczepieniach były płonne. Wczoraj dostałam informację o planowanych poprawkach do tej ustawy. Jeszcze nie przeanalizowałam szczegółów, ale ogólnie wygląda na to, że nie zmieniono terminu "obowiązkowe"  na "zalecane", co sugerował nowy rzecznik GIS. Teraz tylko przybywający do Polski turyści czy politycy (np. Bill Gates, królowa Elżbieta) nie będą zgarniani na lotniskach i przymusowo szczepieni. Zmieniła się więc tylko kosmetyka i dotyczy ona głownie obywateli zagranicznych, a polskie społeczeństwo nadal będzie traktowane instrumentalnie metodami totalitarnymi (dla zysków koncernów farmaceutycznych i i lobbystów). Nadal będzie pozbawione podstawowych praw człowieka, wiec każdy rodzic w pojedynkę musi walczyć z systemem o życie i zdrowie swego dziecka. Kartele farmaceutyczne i lobbyści wygrali tę batalię. Nasz rząd widać uznał, że Polakom nie przysługują takie same prawa, co obywatelom krajów zachodnich.

http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/wgdruku/4625

Pozdrawiam DM

* * *

Od: Maria Majewska
Data: 21 września 2011 0:33

Temat: Szczepionki DTaP nie chronią przed krztuścem

Szczepionki DTaP nie chronią przed krztuścem albo chronią bardzo krótko (zaledwie przez dwa lata) - pokazuje amerykańskie badanie. Większość osób, które zapadają dziś na krztusiec, jest w pełni zaszczepiona. To pokazuje, że nie warto się szczepić przeciw tej chorobie, chyba lepiej i bezpieczniej ją raz przechorować w dzieciństwie, szybko wyleczyć antybiotykiem i uzyskać w ten sposób odporność na całe życie. Ale od fanatyków szczepionkowych należy oczekiwać czegoś innego: raczej będą wymuszać coroczne szczepienia dzieci tymi bardzo toksycznymi i nieskutecznymi szczepionkami, aż do ich (dzieci)trwałego kalectwa lub śmierci. Szczepionki DTP są wśród najbardziej toksycznych i śmiercionośnych ze wszystkich. Ponieważ dziś handel szczepionkami przynosi kartelom farmaceutycznym zyski 30 miliardów $ rocznie i producenci szczepionek planują, że w 2016 ma przynieść 52 miliardy $, trzeba się spodziewać coraz bardziej agresywnych ataków szczepionkowców na wszystkich ludzi.

http://www.post-gazette.com/pg/11263/1176014-114-0.stm#ixzz1YVNXOsuIhttp://therefusers.com/refusers-newsroom/pertussis-vaccine-failure-and-the-failure-of-pseudo-scientific-vaccination-policy/

* * *

Od: Maria Majewska
Data: 20 września 2011 14:11

/a.i.: Nie ma to jak propaganda, czyli z serii: ... najlepsi uczniowie Goebbelsa/

Temat: Zgony poszczepienne vs. od chorób zakaźnych

Szanowni Państwo, Lobbyści szczepionkowi straszą w mediach, że w UE bardzo wzrosła zachorowalność na "niezwykle groźne" choroby zakaźne, ponieważ wielu rodziców odmawia szczepienia swych dzieci. Zestawmy więc dane dotyczące zgonów z powodu tych chorób oraz zgonów w wyniku powikłań poszczepiennych. Badanie opublikowane w "Human and Experimental Toxicology"; wykazuje wzrost umieralności niemowląt korelujący ze wzrostem liczby szczepień.

http://het.sagepub.com/content/early/2011/05/04/0960327111407644

Można też samemu zrobić własne analizy, żeby się przekonać , iż kraj szczepiący najwięcej (USA) ma największą umieralność niemowląt z krajów rozwiniętych (7 na 1000 zdrowych urodzeń), a kraje szczepiące najmniej (Skandynawia, Francja, Niemcy, Szwajcaria, Japonia ), mają najniższą umieralność - ok. lub poniżej 3 na 1000 urodzeń. Dane o zachorowalności na odrę czy krztusiec w rożnych krajach UE można znaleźć na stronie Euvac.net.

http://euvac.net/graphics/euvac/index.html

Z tych danych wynika, ze w r. 2010 na krztusiec zachorowało w UE 15749 osób, z czego 3 zmarły. Około 82 % osób, które zachorowały było zaszczepionych, co dowodzi, że szczepionki DTP/DTaP są mało skuteczne. Zestawmy te liczby z liczbami zgonów po szczepionkach DTP/DTaP. Mamy tu tylko publicznie dostępne dane amerykańskie z bazy VAERS. Wg. nich w USA w 2010 r. zarejestrowano 14 zgonów po szczepionkach zawierających DTP/DTaP, co znaczy, że realnych zgonów było tam od 140 do 1400 (bo wg. FDA rejestruje się tylko od 1 do 10% wszystkich przypadków). Ekstrapolacja tych danych na populację UE da nam liczby od 233 do 2330 zgonów po szczepionkach DTP/DTaP w 2010 r. (przy założeniu podobnego stopnia wyszczepienia). I to są liczby, które trzeba ze sobą porównywać - 3 zgony w roku wskutek krztuśca, a co najmniej 233 zgony po szczepionkach DTP/DTaP. Na odrę w 2010 zachorowało w UE 30367, a zmarło 21 osób (z czego 18 zmarło w Bułgarii). Po szczepionkach MMR w USA w tym roku zarejestrowano 16 zgonów, co znaczy realnych zgonów było prawdopodobnie od 160 do 1600, a po ekstrapolacji tych liczb na populację UE byłoby to od 266 do 2660 zgonów po MMR. A więc z powodu odry zmarło w UE w 2010 r. 21 osób, a po szczepionkach MMR mogło umrzeć ponad 266. Tylko w ten sposób należy porównywać dane dotyczące umieralności z powodu chorób zakaźnych i szczepień. Z tych zestawień jasno wynika, że umieralność poszczepienna uprzednio zdrowych dzieci jest znacznie większa niż umieralność z powodu chorób zakaźnych, przeciw którym się je szczepi. Wybór rodziców sprowadza się więc do tego - czy chcą ryzykować poszczepienną śmierć bądź kalectwo swego zdrowego dziecka, czy pogodzą się z niewielkim ryzykiem, że ich dziecko może zachorować. Ważny do odnotowania jest fakt, że w krajach rozwiniętych praktycznie nikt nie umiera dziś z powodu dziecięcych chorób zakaźnych, choć tysiące dzieci nadal na nie chorują. Choroby zakaźne wieku dziecięcego uważane są dziś za stosunkowo łagodne i łatwe do wyleczenia, lecz szczepionkowe lobby dla zysków nadal czyni z nich straszaka. Gdyby szczepienia były całkowicie bezpieczne, nie byłoby tych dylematów, ale ponieważ nie są, to wybór w tej sprawie musi należeć wyłącznie do rodziców.

Pozdrawiam DM

* * *

Od: Maria Majewska
Data: 20 września 2011 17:27

Temat: Powikłania poszczepienne, NMR i DTP

Do danych o zgonach po szczepionkach MMR i DTP/DTaP należy dodać dane o ciężkich, okaleczających powikłaniach poszczepiennych. Otóz w bazie VAERS w USA zarejestrowano w 2010 r.: 329 przypadków takich powikłań po MMR i 430 po DTP/DTaP, co w przeliczeniu na realne liczby (10 do 100 razy większe) wynosi od 3290 do 32 900 po MMR i od 4300 do 43 000 po DTP. Ekstrapolacja tych liczb na populacje UE daje od 5483 do 54 830 ciężkich powikłań po MMR i od 7166 do 71 660 takich powikłań po DTP tylko w jednym roku 2010. Z całą pewnością w tych liczbach znajdują się przypadki encefalopatii poszczepiennej, zwanej autyzmem.

http://davidicke.pl/forum/uwaga-nowelizacja-ustawy-o-szczepieniach-t8214.html

* * *

Data: 21 września 2011 13:24

Temat: totalitaryzm szcepionkowy a Karta Praw Czlowieka

Wydaje się, ze panujący w Polsce totalitaryzm szczepionkowy (unikalny w UE) ma swoje podloże w fakcie, że Polska, jako jedyna w UE obok UK, nie podpisla KARTY PRAW PODSTAWOWYCH UNII EUROPEJSKIEJ, która wyraźnie zabrania wszelkiego medycznego terroru wobec obywateli. Ciekawe, że tej karty nie podpisal ani poprzedni rząd PiS, ani PO. To pokazuje, ze obie te partie naprawdę slużą przede wszystkim interesom globalnego kapitału, a nie interesom Polski i Polaków. Utrzymanie w Polsce obowiązkowych szczepien służy wyłącznie koncernom farmaceutycznym do testowania na polskich dzieciach swoich szczpionek, w czym specjalizuje się kilka polskich grup wakcynologów. Dziś młode Polki muszą uciekać za granicę, żeby rodzić bezpiecznie i uchronić swe niemowlęta przed szczepionkowym okaleczeniem lub śmiercią. Może tam uchowają się zdrowe pokolenia Polaków, bo jak wiemy, obecnie żyjące w Polsce dzieci są poważnie okaleczone neurologicznie i kognitywnie, co wykazalo wiele badań przesiewowych oraz pokazują coraz bardziej żałosne "osiągnięcia" edukacyjne dzieci.
Czy istnieje w Polsce partia, która przyzna Polakom podstawowe prawa czlowieka, jakie mają obywatele prawiecalej UE?

http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:C:2010:083:0389:0403:PL:PDF

niedziela, 21 sierpnia 2011

Fluor - temat jak bumerang...

... inspirowany  informacją na WP - sprzed kilku dni...


Fluor to pierwiastek występujący w praktycznie wszystkich tkankach człowieka. Bierze on udział w przyspieszaniu i zwalnianiu (katalizowaniu i inhibicji) wielu procesów, które mają miejsce w naszym organizmie. 

Największe stężenie osiąga w kościach i zębach, wzmacnia szkliwo, ale może również powodować wiele istotnych zaburzeń somatycznych i psychicznych.

Pierwiastek ten jest wykorzystywany nie tylko w pastach i płynach wzmacniających szkliwo, ale również jest składnikiem posądzanych o efekt cieplarniany freonów, używanych do chłodzenia lodówek oraz areozoli. Dodawany jest również do olejów silnikowych i niektórych leków psychotropowych. Związki tego pierwiastka można znaleźć w każdym domu - wchodzi on bowiem w skład teflonu, którym wyścielane są między innymi patelnie.                

Od pasty do zębów po tabletkę gwałtu
Fluor jest wykorzystywany jako składnik chroniący szkliwo zębów w pastach i innych środkach służących do higieny jamy ustnej od lat 50. XX wieku. Historia fluoru jest jednak znacznie dłuższa. Już na początku XX wieku odkryto, że pierwiastek ten ma działanie na układ nerwowy. Po kontakcie z nadmierną ilością fluoru ludzie stają się bardziej ulegli. Zaczęto więc masowo stosować fluor podczas II wojny światowej, dodając jego spore ilości do wody pitnej w obozach koncentracyjnych. Do dziś wykorzystuje się otumaniające działanie fluoru, który stosowany jest do wyrobu leków psychotropowych, wchodzi on również w skład tabletek gwałtu.    

Co na to zęby?
Fluor znacząco wzmacnia szkliwo zębów, ale jedynie u dzieci do zakończenia procesu wzrastania- mówi Zbigniew Bułakowski- stomatolog. Fluor pobudza do pracy komórki kościotwórcze i zapobiega nadwrażliwości na wahania temperatury, niestety jego nadmiar może powodować odwrotny efekt i osłabiać zęby od środka.

Dzieje się tak dlatego, że nadmiar fluoru powoduje usuwanie z kości głównego pierwiastka kościotwórczego - wapnia. Nieszkodliwa dawka fluoru to 1mg dziennie.

Uogólnione zatrucie fluorem nosi nazwę fluorozy, która objawia się przebarwieniami szkliwa, bólami brzucha, nudnościami, wymiotami, może również dojść do zaburzeń pracy niektórych gruczołów, takich jak trzustka, tarczyca i nadnercza. Długotrwałe spożywanie nadmiernych ilości fluoru grozi odwapnianiem kości, deformacjami kręgosłupa i osteoporozą.

Uważać powinny kobiety w ciąży, gdyż pierwiastek ten przechodzi przez łożysko i może powodować wady u płodu. Dodatkowo wypłukuje on ważny dla prawidłowego funkcjonowania organizmu magnez. Na zatrucie fluorem szczególnie narażone są dzieci, które myjąc zęby często połykają znaczne ilości pasty. Może to objawiać się wspomnianymi wcześniej nudnościami i bólem brzucha, a także chronicznym zmęczeniem i obniżoną odpornością.

Czego unikać, by nie przedobrzyć

Fluorowanie zębów u dzieci w wieku szkolnym pod kontrolą lekarza lub higienistki nie powinno stanowić zagrożenia. Pamiętajmy jednak, że wszelkie preparaty z fluorem powinny być stosowane jedynie miejscowo, by nie doprowadzić do fluorozy i innych zaburzeń. Dorośli muszą się nieźle napracować, by znaleźć w polskich sklepach pastę do zębów bez zawartości fluoru. Na rynku dostępnych jest niewiele takich preparatów. W niektórych krajach fluorowana jest nawet woda.

W Polsce nie stosuje się tej praktyki, mimo to poziom fluoru w wodzie z kranu przekracza normy, szczególnie w województwie pomorskim (ponadnormatywna zawartość fluorków w 16 ujęciach wody – raport Państwowej Inspekcji Sanitarnej, dotyczący wody do spożycia w województwie pomorskim za 2010 rok). Belgia jako pierwszy kraj na świecie zakazał sprzedaż jakichkolwiek preparatów z zawartością fluoru.

Masz trądzik? Zmień pastę do zębów

Duża ilość fluoru może powodować alergiczne odczyny skórne, zaostrzać trądzik młodzieńczy. Osoby z podobnymi zmianami w okolicach ust powinny więc wybierać pastę bez dodatku fluoru. Ten pierwiastek występuje również naturalnie w niektórych produktach takich jak herbata - 100g liści czarnej herbaty zawiera nawet do 6 mg fluoru, bogate w fluor są również ryby, fasola, ziemniaki, szpinak i mleko.

Minimalna ilość

Nie ma możliwości całkowitej eliminacji fluoru z diety. Warto jednak przestrzegać kilku zasad, by zapobiec fluorozie. Należy pilnować dzieci, by w trakcie szczotkowania zębów nie połykały pasty, nakładać na szczoteczkę minimalną ilość preparatu - wielkości ziarnka grochu. Zabiegi fluoryzacji zębów najlepiej wykonywać w profesjonalnych gabinetach stomatologicznych z użyciem ślinociągu. Dzięki tym prostym zabiegom unikniemy nieprzyjemnych skutków zatrucia fluorem i zabezpieczymy nasze zęby przed próchnicą.

źródło:
http://fitness.wp.pl/zdrowie/wirtualny-poradnik/go:2/art627,jak-nadmiar-fluoru-wplywa-na-orgaznim.html

* * *

Zapraszam do wcześniejszego postu na ten temat:
http://zdrowobycie.blogspot.com/2011/03/myjcie-zeby-na-zdrowie-czyli-trujacy.html

piątek, 1 lipca 2011

Jakich tłuszczów używać do smażenia?

Smażenie jest procesem obróbki cieplnej produktów spożywczych, w którym ciepło dostarczane jest za pośrednictwem warstwy tłuszczu. W przeciwieństwie do gotowania, w którym pośrednikiem jest woda, osiągająca w otwartym naczyniu graniczną temperaturę wrzenia 100oC, podczas smażenia uzyskujemy znacznie wyższe temperatury, przekraczające nierzadko 200oC. Woda w temperaturze wrzenia nie ulega rozpadowi - tłuszcze tymczasem, w wysokich temperaturach występujących podczas smażenia, podlegają procesom rozkładu. W ich wyniku powstaje wiele związków chemicznych szkodliwych dla zdrowia, a nawet mogących wywoływać procesy nowotworowe.

Zdrowy rozsądek wskazuje, że do smażenia należy stosować tłuszcze najbardziej trwałe, takie, których rozkład podczas ogrzewania będzie minimalny, a co za tym idzie, które wytworzą jak najmniej substancji rakotwórczych.

Trwałość tłuszczu zależy głównie od jego składu chemicznego (od tego z jakich rodzajów kwasów tłuszczowych jest zbudowany) oraz obecności substancji zapobiegających rozkładowi (konserwantów). Najtrwalsze są kwasy nasycone, im więcej wiązań nienasyconych tym większa skłonność do destrukcji.

Wobec powyższego, jeżeli chcemy zminimalizować szkodliwe produkty rozpadu smażonego tłuszczu, powinniśmy do smażenia stosować tłuszcze o wysokiej zawartości kwasów nasyconych, ewentualnie jednonienasyconych omega-9.

Zwróćmy uwagę, że często reklamy finansowane przez przemysł tłuszczowy oraz wiele poradników dietetycznych idących w ślad za nimi, prezentują odmienny tok rozumowania: "Najzdrowszy jest olej/margaryna (tu wpisz nazwę reklamowanego produktu), dlatego do smażenia używaj wyłącznie ...". Jeżeli pojawia się uzasadnienie nadzwyczajnej "zdrowotności" produktu, to najczęściej wymienia się wysoką zawartość wielonienasyconych kwasów tłuszczowych niezbędnych dla funkcjonowania organizmu. Cały dowcip polega na tym, że kwasy te najszybciej ulegają rozkładowi podczas smażenia wydzielając przy tym kancerogenne toksyny.

Wbrew obiegowej opinii mówiącej, że "tłuszcze zwierzęce są nasycone, roślinne zaś nienasycone" każdy tłuszcz występujący w naturze zawiera wszystkie rodzaje kwasów tłuszczowych: nasycone, oraz jedno- i wielonienasycone. Różnice dotyczą wzajemnej proporcji między nimi. Im więcej kwasów nasyconych w tłuszczu, tym bardziej jest on twardy, czyli ma wyższą temperaturę topnienia. Wbrew pozorom najbardziej "nasycony" jest roślinny tłuszcz palmowy (kokosowy), w którego składzie kwasy nienasycone stanowią zaledwie kilka procent. O jego trwałości świadczy fakt, że może być przechowywany przez cały rok w temperaturze pokojowej bez wystąpienia objawów jełczenia. Sztuka taka nie uda się z najlepszym nawet smalcem, który posiada znacznie więcej kwasów nienasyconych (ok. 50%, w tym głównie jednonienasycone) i musi być przechowywany w lodówce.

Obecność substancji konserwujących jest drugim istotnym czynnikiem stanowiącym o trwałości tłuszczów. W naturze rolę tę najczęściej pełnią związki chemiczne z grupy tokoferoli określane też jako witamina E. Każdy tłuszcz, aby uzyskać skuteczną ochronę, powinien zawierać odpowiednie ilości tokoferoli. Nieżyjący już polski biochemik Włodzimierz Ponomarenko, autor książki: "Dieta Niskowęglowodanowa. Lutz - Atkins - Kwaśniewski. Fakty i Mity", określił minimalne wymagane stężenie witaminy E na poziomie 0,4 - 0,6 mg na każdy gram spożywanych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Najlepiej dla naszego zdrowia, gdy stężenie to przekracza 1 mg/g. Wg danych opublikowanych przez W. Ponomarenkę, spośród popularnych tłuszczów płynnych (olei) dostępnych na rynku, to ostatnie kryterium spełniają jedynie dwa: oliwa z oliwek i olej rzepakowy.

Subiektywny ranking najlepszych tłuszczów do smażenia

Tłuszcz palmowy (kokosowy) jest idealnym tłuszczem do smażenia w każdych warunkach. Szczególnie nadaje się do długotrwałego smażenia w najwyższych temperaturach. Może być używany kilkakrotnie (smażenie frytek, pączków itp.) W temperaturze pokojowej ma postać stałą, z wyglądu przypomina smalec, ale jest od niego twardszy. Topi się w temperaturze powyżej 30oC. W handlu występuje albo w postaci czystej, albo mieszanki z innymi tłuszczami (także zwierzęcymi) i nosi wtedy miano frytury. Jest dostępny w niektórych sklepach i hurtowniach zaopatrujących zakłady piekarnicze i gastronomiczne. (...)
Z obserwacji kucharzy wynika, że frytki smażone na tłuszczu palmowym zawierają nawet dwukrotnie mniejszą ilość tłuszczu w porównaniu do smażonych na kiepskich fryturach i olejach.

Smalec od wieków stanowił podstawowy tłuszcz do smażenia. Chociaż ustępuje tłuszczowi palmowemu trwałością, nadaje się do długotrwałego i kilkukrotnego smażenia w wysokich temperaturach (np. smażenie pączków, frytek itp.). Jego jakość zależy w pierwszym rzędzie od sposobu karmienia zwierząt. Obecnie znaczna część smalcu występującego na rynku pochodzi ze zwierząt tuczonych przemysłowo na wielkich farmach. Smalec taki podczas topienia pryska, dymi i wydziela nieprzyjemne zapachy. Jakościowy smalec pochodzący z tradycyjnych hodowli jest doskonałym tłuszczem do smażenia mięs, zwłaszcza przy smażeniu na tzw. głębokim tłuszczu (np. kotlety "de volaille"). Najlepszy smalec możemy uzyskać samodzielnie wytapiając słoninę i podgardle. Mamy wtedy pewność, że nie zawiera on niechcianych dodatków i gorszych rodzajów tłuszczu (np. sadła). Słonina zawiera więcej witaminy E od sadła, dlatego taki smalec będzie miał większą trwałość.

Masło jest mocno nasyconym tłuszczem, ale o jego ograniczonej przydatności do smażenia decyduje dodatek substancji białkowych w wyższej temperaturze szybko ulegających zwęgleniu. Masło bezpośrednio można używać do krótkiego smażenia w niższych temperaturach (np. klasyczna jajecznica). Dobry tłuszcz do krótkiego smażenia można uzyskać z masła po jego sklarowaniu. Masło należy rozpuścić w rondelku powoli ogrzewając. Białka ulegną koagulacji i wypłyną na powierzchnię w postaci szumu. Po jego zebraniu (czyli sklarowaniu rozpuszczonego masła) uzyskujemy doskonały tłuszcz do smażenia.

Oliwa z oliwek wśród tłuszczów płynnych najbardziej nadaje się do smażenia ze względu na wyjątkowo wysoką (do 75%) zawartość jednonienasyconego kwasu oleinowego (omega-9), który jest odporny na krótkie smażenie w niewysokich (150-180oC) temperaturach.

Wśród popularnych na rynku olei jedynie olej rzepakowy nadaje się do krótkiego smażenia. Co prawda, w porównaniu z oliwą posiada w swym składzie nawet trzy razy więcej kwasów wielonienasyconych, ale kompensuje to wysoką zawartością tokoferoli (wit. E).

Najgorszymi do smażenia są oleje: słonecznikowy i sojowy. Wynika to z wysokiej (ponad 50%) zawartości aktywnych chemicznie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych i śladowych ilości przeciwutleniaczy (wit. E). Wystarczy 12 dni, aby każdy z tych olei utrzymywany w temp. 100oC w całości zmienił się w toksyczną żywicę. W tych samych warunkach i w tym samym czasie ulegnie destrukcji jedynie 37,1% tłuszczu zawartego w oleju rzepakowym, 31,1% w oliwie z oliwek i 28,8% w maśle! (badania pod kier. dra Radosława Kowalskiego, za: "Optymalnik" nr 3 (43) marzec 2006)

Olej lniany nie był badany w powyższej pracy, ale wnioskując po jego składzie chemicznym (ponad 70% kwasów wielonienasyconych) użycie go do smażenia wyrządzi jeszcze więcej szkód zdrowotnych niż w przypadku oleju sojowego i słonecznikowego!

Kiedy tłuszcz staje się toksyczny?

Tłuszcze (ogólniej: lipidy) występujące w naturze należą do mocno złożonych związków węglowodorowych (cząsteczka tłuszczu może składać się nawet z kilkuset atomów, głównie węgla i wodoru!) Tak duże cząsteczki łatwo ulegają procesom rozkładu (jełczenia). Czynnikami sprzyjającymi jełczeniu są: wysoka temperatura, światło (zwłaszcza ultrafiolet i bezpośrednie światło słoneczne), dostęp tlenu atmosferycznego. Jełczenie tłuszczu jest złożonym procesem, w którym zachodzi wiele reakcji chemicznych. Najczęściej są to reakcje: hydrolizy (rozpad z wydzieleniem wolnych kwasów tłuszczowych), oksydacji (utleniania), polimeryzacji i cyklizacji. W ich wyniku powstaje wiele związków chemicznych szkodliwych dla zdrowia, a nawet mogących wywoływać procesy nowotworowe.

Należy podkreślić, że proces jełczenia tłuszczu zachodzi w sposób ciągły, nieprzerwanie od momentu jego powstania. Organizmy roślin i zwierząt gromadzące zapasy energetyczne w postaci tłuszczów wykształciły mechanizmy obronne (np. obecność w tłuszczach antyosydantów, takich jak karetonoidy czy tokoferole), ale, przykładowo, już wewnątrz nasion roślin oleistych w trakcie ich dłuższego przechowywania można zaobserwować destrukcję obecnych tam lipidów! Procesy jełczenia można spowolnić poprzez przechowywanie tłuszczu w warunkach chłodniczych, bez dostępu powietrza i światła, ale nawet głębokie zamrażanie nie powstrzymuje ich całkowicie. Dotyczy to w szczególności reakcji utleniania, które raz zapoczątkowane toczą się dalej samoczynnie (autooksydacja). W ich wyniku powstają wolne rodniki i nadtlenki kwasów tłuszczowych, które w następnym etapie ulegają dalszemu rozpadowi tworząc m. in. nienasycone aldehydy, a uwolniony przy okazji tlen atomowy utlenia kolejne cząsteczki tłuszczu.

Skłonność do rozpadu kwasów tłuszczowych w pierwszym rzędzie wynika z obecności wiązań nienasyconych w tworzących je łańcuchach węglowodorowych. Już sama nazwa: "nienasycony" wskazuje, że kwas taki w kontakcie z różnymi substancjami zachowuje się jak wilk wpuszczony do owczarni - stara się je "pożreć" - czyli łatwo wchodzi w reakcje chemiczne. Za takie zachowanie odpowiedzialne są wiązania nienasycone, czyli podwójne wiązania między sąsiednimi atomami węgla w łańcuchu węglowodorowym. Najbardziej odporne na destrukcję są oczywiście kwasy nasycone, czyli nie posiadające żadnego wiązania podwójnego. Im więcej wiązań podwójnych, tym gorzej. Zatem kwas jednonienasycony jest bardziej stabilny niż dwunienasycony, a ten z kolei bardziej stabilny niż trójnienasycony itd. Istotne jest także położenie wiązania podwójnego w łańcuchu - im bliżej końca tym łatwiej o reakcję. I tak kwasy omega-3 (pierwsze od końca wiązanie podwójne na 3. pozycji) są bardziej aktywne chemicznie niż omega-6 (pierwsze od końca wiązanie podwójne na 6. pozycji), te z kolei bardziej niż omega-9 (pierwsze od końca wiązanie podwójne na 9. pozycji).

Obecność substancji przeciwdziałających jełczeniu (antyoksydantów) jest drugim istotnym czynnikiem stanowiącym o trwałości tłuszczów. W naturze rolę tę najczęściej pełnią związki chemiczne z grupy tokoferoli określane też jako witamina E. Każdy tłuszcz, aby uzyskać skuteczną ochronę, powinien zawierać odpowiednie ilości tokoferoli. Nieżyjący już polski biochemik Włodzimierz Ponomarenko, autor książki: "Dieta Niskowęglowodanowa. Lutz - Atkins - Kwaśniewski. Fakty i Mity", określił minimalne wymagane stężenie witaminy E na poziomie 0,4 - 0,6 mg na każdy gram spożywanych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Najlepiej dla naszego zdrowia, gdy stężenie to przekracza 1 mg/g. Wg danych opublikowanych przez W. Ponomarenkę, spośród popularnych tłuszczów płynnych (olei) dostępnych na rynku, to ostatnie kryterium spełniają jedynie dwa: oliwa z oliwek i olej rzepakowy.

wtorek, 21 czerwca 2011

Przegrana Sanepidu w sprawie szczepień

Nie ma obowiązku prawnego szczepienia dzieci!

Każda próba zmuszenia nas do szczepień lub dowolnych badań jest niezgodna z Konstytucją!

Mamy prawo odmówić i nikt nie może wywierać na nas żadnych nacisków!

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu wydał wyrok, w którym stwierdza brak podstaw prawnych do wydania decyzji o obowiązku poddawania dzieci szczepieniom.

Odważna, młoda mama z Poznania sprzeciwiła się terrorowi Sanepidu, który nękał ją pismami z groźbami oraz nakładał na nią kolejne grzywny, których wysokość i częstotliwość ustalał według własnego widzimisię.

* * *

Relacja poznańskiej mamy, która wygrała proces w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym dotyczący egzekwowania szczepień i nałożenia grzywny za uchylanie się od szczepienia dzieci...

"Historia mojego świadomego podejścia do spraw szczepień zaczęła się od kontaktu z pewną dzielną mamą, której synowie bliźniacy maja autyzm. Opowiadała mi o swoich codziennych zmaganiach i samotności. Zaczęłam dostrzegać całą prawdę, że szczepienia często dają odporność, ale dużym kosztem: zdrowia, czasem nawet życia, codziennej walki o przywrócenie zdrowia dziecku i poczucia nie wynagrodzonej krzywdy… To nie jest decyzja, jaką za rodzica może podjąć państwo w osobie urzędnika nakładającego grzywnę."
Zapraszam do ciekawej lektury:

http://astromaria.wordpress.com/2011/06/17/szczepienie-dzieci-nie-jest-obowiazkowe-jest-wyrok-sadu/

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Olej lniany

Nie dajmy się wpuszczać w maliny rzucając się na "olej lniany, bo jest zdrowy". Owszem - jest, ale pod warunkiem, że... właśnie jest zdrowy, czyli: ten właściwy.

/m. in. ...: Informacja zaczerpnięta z serwisu www.OlejeDlaCiebie.pl
oraz broszury LenVitol: olej lniany budwigowy - naturalne bogactwo kwasów omega-3"/

Atakują nas media - w tym "opiniami ekspertów" - informacjami, iż trzeba dostarczać organizmowi kwasy wielonienasycone (NNKT) omega-3 i omega-6 (a i również omega-9), bo są zdrowe. Można te medialne doniesienia podsumować można już na wstępie, że to jak ta jerewańska "prawda, no nie sawsiem": kwasów omega-3 mamy niedobór i tych nigdy za wiele, ale omega-6 - mamy w nadmiarze. Trzeba więc zwracać uwagę, by nie dostarczać ich z TAKIM olejem lnianym, w którym to właśnie te typu "6" stanowią przewagę procentową.

/NNKT: Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe - "niezbędne", bo ludzki organizm nie potrafi ich wytwarzać - są obecne w olejach roślinnych i rybich. NNKT to bubulec do tworzenia błon komórkowych oraz regulator różnych procesów biologicznych w naszym organizmie./

Skutki nadmiaru kwasów omega-6?

Długotrwała przewaga tego kwasu w organizmie skutkuje powstawaniem z omega-6 związków prozapalnych, czyli nadmiernej skłonności do stanów zapalnych i alergicznych, zachwiania równowagi immunologicznej oraz nadmiernych podziałów komórek nowotworowych.

Kwas omega-3 natomiast przekształca się w związki przeciwzapalne i hamuje podział komórek nowotworowych.
Ponadto: kwasy linolowy (omega-6) i alfa-linolenowy (omega-3) współzawodniczą o te same enzymy, stąd też przewaga "6-tki" prowadzi do większej koncentracji pochodnych tego kwasu i zahamowania syntezy pochodnych "3-ki", tych "przeciwzapalnych".

Co się dzieje w przypadku niedoboru kwasów omega-3?

 Taki stan sprzyja nowotworom, stanom zapalnym, atopiom, alergiom, ADHD, nadpobudliwości dzieci. Ponadto mogą pojawić się:
- łuszczenie się skóry; zmiany skórne
- mniejsza odporność na infekcje
- wzmożone pragnienie
- niedobór płytek krwi
- nadcisnienie
- bezpłodność
- zahamowanie wzrostu u dzieci.

... tak skomplikowany jest  nasz biomechanizm: nadciśnienie jak widać może być skutkiem niedoboru kwasów omega-3, a nie skutkiem braku w naszej diecie tabletek od nadciśnienia-;)

A co z kwasami omega-9?

Są to kwasy jednonienasycone. Występują w oliwie z oliwek, oleju z rzepaku, arachidowym, z awokado oraz olejach rybich. Kwasy te obniżają poziom cholesterolu we krwi.
Taka sama ich ilość jak w oliwie z oliwek jest w oleju rzepakowym, dlatego też nazywa się go oliwą północnej Europy. Pamiętajmy jednak, aby olej ten był certyfikowany jak produkt NON GMO; w Polsce jest masa upraw rzepaku GMO. M. in. Zakład w Kruszwicy jest w takowy zaopatrywany - "Olej Kujawski" tu się kłania...

Skąd więc mamy wiedzieć jaki olej lniany pić?

Rada na to banalnie prosta: jak umiemy czytać, to czytajmy etykiety - musi na nich być udział procentowy każdego z kwasów.
Zaraz zaraz: no przecież olej lniany to olej lniany: każdy dobry! A właśnie, że nie.

Wiemy już, że ważny  jest skład (zależy to od gatunku oleju), ale także jego wartość jest zależna od warunków przechowywania. Nawet najlepszy składem olej będzie do niczego jak łapnie temperaturę powyżej 10 stopni i światło. Czyli jak kupujemy: to z lodówki i - od razu do lodówki!
Co ciekawe: olej lniany można zamrażać. Natomiast oleju lnianego nie można smażyć lub gotować!
Jeżeli dodajemy go do potraw smażonych lub gotowanych, robimy to po zakończeniu obróbki cieplnej, bezpośrednio przed spożyciem (np. zupę zaprawiamy łyżką oleju już po nalaniu na talerz).

* * *
O tym, że olej lniany olejowi lnianemu nierówny - świadczy poniższy przykład.
Wystarczy zerknąć na procentowy udział dwóch pierwszych kwasów z rodziny OMEGA:


Porównanie składu chemicznego oleju z ziarna wysokolinolenowego i niskolinolenowego

                                                                      Len odmiany "Szafir"               Len importowany ze Słowacji  
                                                                    - uprawiany na Warmii:                     - brak danych o odmianie:



Wielonienasycone kwasy tłuszcz. omega-3                            60,4%                                 4,6% !!!

Wielonienasycone kwasy tłuszcz. omega-6                            12,4%                                70,7% !!!

Jednonienasycone kwasy tłuszczowe                                    17,0%                                 13,1%

Nasycone kwasy tłuszczowe                                                10,2%                                 11,6%


A jak do tego jeszcze dołożymy metody tłoczenia - od nich też wiele zależy, i wspomniane przechowywanie... Temat - jak widać -  nie jest taki jednowątkowy i bezdyskusyjny.

Co ja pijam...?

No jeżeli chodzi o olej, to Olej Budwigowy - produkt LenVitol.
Do kupienia w sklepach zielarskich w cenie około 45 zł za litr.

Często słyszę: "a ja mam tłoczony na wsi przez kogoś tam, czysta natura".
No tak... A ja zapytam:  A z jakiej odmiany lnu, tej "słowackiej"? (powyższy przykład)
Masz pewność, że był z ziarna nie GMO i właściwie przechowywany? (mają być butelki ciemne, nieprzezroczyste, i w chłodzie)
A czy podczas tłocznia nie nagrzewał się przypadkiem powyżej dopuszczalnej temperatury...?

Sporo tych pytań...

niedziela, 15 maja 2011

Na naszych dzieciach są testowane nowe szczepionki...

... jest takie podejrzenie - i to uzasadnione. Na alarm bije prof. Dorota Majewska, która już w poprzednim nagonkowym sezonie szczepionkowym zalazła koncernom farmaceutycznym za skórę i naraziła się praktycznie całemu gronu lekarskiemu. Ale to przecież nie kto inny tylko ona, szanowany i uznany w kraju i na świecie specjalista w tej dziedzinie, otrzymała grant na badanie skutków szczepień. I wyszła chryja: autyzm, adhd...

Co Pani Profesor mówi teraz?
cytat z forum: http://www.ccsvi-ms.pl/forum/viewtopic.php?f=10&t=306&start=30&sid=97177aabf0700cff793e945b036f6177


Witam Państwa,

Dostaję od polskich rodziców coraz więcej informacji o coraz częstszych, ciężkich, tragicznych w skutkach powikłaniach poszczepiennych u niemowląt. Podejrzewam, że w Polsce nielegalnie i bez zgody rodziców na wielką skalę testuje się na niemowlętach nowe szczepionki z bardzo toksycznymi adjuwantami. Pisałam o nich wcześniej, że powodują masywną burzę cytokin prozapalnych w organizmie, prowadząc m.in. do ostrego zapalenia mózgu ze wszystkimi tego tragicznymi konsekwencjami - autyzmem, padaczką, upośledzeniem umysłowym, udarami i obrzękami mózgu, niedotlenieniem, zgonami. Adjuwanty te mogą znajdować się w każdej szczepionce.

Poniżej dowody, że w Polsce testuje się nowe szczepionki dla koncernów farmaceutycznych:

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20883736 http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20802416

Pytanie, czy wszyscy rodzice dzieci, które brały udział w tych testach, wiedzieli o tym i zdawali sobie sprawę z możliwości tragicznych powikłań szczepień. Podejrzewam, że nie. Prawdopodobne, że wyniki tych tajnych testów wcale nie są publikowane. Sytuacja może przypominać zabicie parę lat temu testowymi szczepionkami kilkunastu bezdomnych Polaków w Grudziądzu. Powinien tym się zająć jakiś reporter śledczy.

Pozdrawiam, Dorota Majewska

* * *

I kolejny cytat z forum:

"Dnia 03.05.2011 otrzymałem email od prof. dr hab. n. med. Marii Doroty Majewskiej, cytuję:

Właśnie wróciłam z konferencji dotyczącej autyzmu w USA. Autyzm to najpierw ostra, potem chroniczna encefalopatia poszczepienna, co do tego nie ma już żadnych wątpliwości, bo wszystkie kliniczne objawy i markery autyzmu pokrywają się z objawami oraz fizjopatologią zapalenia mózgu oraz chronicznego zatrucia dzieci toksynami zawartymi w szczepionkach. Potwierdza to również chronologia indywidualnego rozwoju autyzmu najczęściej wkrótce po jakichś szczepieniach. Dobrze, żeby ktoś przetłumaczył to video dra Stollera i udostepnił je polskim rodzicom, którzy nie znają angielskiego.

Z ostatnich badań wynika, że ok. 20% dzieci autystycznych udaje się wyprowadzić z ciężkiego stanu kuracją odtruwającą i kompensującą niedobory witamin i innych nutrientów, oraz eliminującą gluten i kazeinę, ale nigdy nie staja się one całkowicie "zdrowe", najczęściej pozostaje im ADHD, obsesyjne zachowania oraz stany niepokoju. Pozostałym dzieciom autystycznym też można trochę pomóc kuracjami odtruwającymi i intensywną terapią. Ponieważ Ministerstwo Zdrowia zmusza do szczepień, powinno ono płacić za leczenie poszczepiennego kalectwa dzieci.

http://www.youtube.com/watch?v=BpPW0lV0WbU

pozdrawiam
Dorota Majewska
 
* * *
 
"Nie należy oczekiwać, że producenci i handlarze szczepionek kiedykolwiek publicznie przyznają, że to masowe szczepienia coraz większą ilością toksycznych szczepionek są odpowiedzialne za epidemie chorób neurologicznych i immunologicznych u dzieci i za okaleczenie już dwóch generacji. Oni zawsze będą bronić swych ogromnych zysków i będą temu zaprzeczać, jak długo systemy polityczno-społeczne będą im na to pozwalać i będą ich chronić (tak jak jest obecnie). Rodzice i lekarze muszą mieć tego świadomość i powinni solidarnie bronić swoje dzieci oraz pacjentów przed szczepionkowym okaleczeniem."

prof. Dorota Majewska

środa, 27 kwietnia 2011

"Niebezpieczne suplementy diety, groźne zioła", czyli...

jak nam skutecznie robią wodę z mózgu

Ostatnimi czasy obserwuję jak medycyna chemiczna porażając sama siebie swoją niemocą, a oficjalnie odpiewając peany "kolejnych przełomów w leczeniu" a to raka, a to cukrzycy - zaczyna ofensywę z lekka na odmiennym froncie wojny o klienta: zrzucając wszystkie suplementy diety do jednego worka straszy nimi, łącznie z opowiadaniem historii z branży "zioła szkodzą".

http://kobieta.wp.pl/kat,26377,title,Suplementy-diety-moga-byc-szkodliwe,wid,13349292,wiadomosc.html

http://wiadomosci.onet.pl/nauka/niebezpieczne-suplementy-diety-grozne-ziola,1,4250892,wiadomosc.html



/Grunt to "czytalność" portalu; nawet bzdury są  na miejscu, bo ściągają uwagę/

"Zioła szkodzą"...
No i to prawda! Jak ktoś zje cały worek choćby najzdrowszego ziółka - to mu zaszkodzi, np. dostanie rozstroju żołądka, czy też poważniejszego zatrucia, może i zejdzie z tego świata; a pijąc po kilka/kilkanaście herbatek z mięty może nabawić się problemów z układem pokarmowym - i to dość poważnych. Mięta więc szkodzi i jest niebezpieczna! Taki wysnuwamy wniosek?
Sęk w tym, iż zrzucając wszystkie opowiastki do jednego worka nie pozwala się ludziom na uruchamianie właściwego myślenia opartego o analizę faktów. A jakie one są?

Suplementy diety są lub nie są naturalne

Te pierwsze, stosowane z głową i zaleceniami fachowców bądź tradycyjnej medycyny ludowej, są bezpieczne. Są takie, bo wyrastają z natury - jako i my, czyli nasze organizmy; są bezpieczne bo sprawdzone przez setki i tysiące lat ich stosowania. A medykamenty/suplementy diety przemysłu chemicznego? (np. Rutinoscorbin, Rutinacea, multiwitaminy, kompleksy witamin, itp.) Kilkadziesiąt lat stosowania i... jakie skutki? Rosnąca lista chorób przewlekłych i coraz bardziej schorowane społeczeństwo: 1/3 czy też 1/4 osób to cukrzycy. Toż to totalna klęska wszelakich programów profilaktyki i leczenia! Ale czy pozwala nam się TO zauważyć?! Czy pomaga się nam we właściwym postrzeganiu świata? Jakie jest to właściwe postrzeganie - no właśnie. Odpowiedź jest prosta: w tym omawianym przypadku to, które daje nam zdrowie, które wyzwala w nas działania przynoszące pozytywne skutki. Robimy to, co jest skuteczne, a nie to, co zalecają ci, co sami mają problemy ze zdrowiem. Przypomina mi się przypadek kardiologa, co to miał zawał podczas operacji na sercu dziecka. To brzmi jak groteska: leczy problemy sercowe, a sam je ma. To szopka w stylu: palący papierosy lekarz poucza nas, że należy zdrowo żyć. A co w tym najzabawniejsze: pacjenci go słuchają i płacą mu za to! Ale cyrk...

Ja nie oddaję samochodu do mechanika, który sam jeździ niesprawnym wozem...

Zadajmy sobie pytanie: czy jesteśmy coraz bardziej zdrowi czy też może bardziej chorzy? Zapytajmy siebie samych i oddajmy autorefleksji. Popatrzmy na tego życiowego Matrixa z boku...

Pomyślmy: czy np. jajko może być przyczyną miażdżycy? Od kiedy ta choroba zaczęła gnębić ludzi? Od kiedy stała się "przewlekłą"? - jak to nazwano pięknie by nas oswoić, "uspokoić" czyli i uśpić naszą czujność i ducha poszukiwania czegoś, co nas tego paskudztwa pozbawi. "To choroba przewlekła, tableteczki od tego są - będziemy leczyć". Jak to leczyć, skoro jest przewlekła, czyli "nieuleczalna aż do śmierci"... Raczej chyba "będziemy pani/panu sprzedawać madykamenty i stosować refundowane, nieskuteczne terapie (skoro "przewlekła") aż do zejścia pani/pana z tego świata".
"Nieuleczalna?" - guzik prawda. Tylko trzeba do tego by się pozbyć tych przewlekłych przywar - wykonać RD i RG. RG to Ruszyć Głową, a RD, to... - no zacząć coś robić w tym kierunku.
Miażdżyca stała się chorobą cywilizacyjną, bo cywilizacją ją wywołała. A cywilizacja w tym przypadku to nie cholesterol w zdrowym jajku (zero lub jednyka na stempelku z przodu) tylko uszkodzenia żył przez rtęć, kadm, ołów...: metale ciężkie.

/popatrzcie w domu na żyrandol: ECO żarówki - wszystkie z rtęcią; zastapiły te "nie ECO". Tylko niech ta ECO pęknie: macie rtęć w domu! ... Ładnie przemyca się do naszych mieszkań czynniki wywołujące choroby? Pod płaszczykiem czynienia dobra, ekologii.../

A cholesterol...: razem z wapniem służy naszemu organizmowi do zalepiania uszkodzonych fragmentów żył. No i "opatrunki" narastają zmniejszając światło żył. Cholesterol zaczyna być produkowany w nadmiarze, bo jest sporo ran do opatrzenia na ściankach żył. Podwyższony cholesterol to więc skutek, a nie przyczyna miażdżycy. Po co więc go zbijać? Wcale od tego światło żył nie zwiększa się. Ludzi się po prostu oszukuje.

/polecam wcześniejszy post: Medycyna komórkowa szansą.../

Miażdżyca nam się rodzi nie przez jajko i cholesterol w nim zawarty. Jajko było i w XX wieku, i tuż po Chrystusie, i dużo przed. I przynosiło samo zdrowie. Ale jeżeli obecnie  ludzie jedzą jajka z trójeczką na stemplu, które mają z prawdziwym jajkiem wspólne tylko wygląd i kształt - nic więcej - to wiadomo jakie to zdrowie.
Moja rodzina je jajka od kur biegających u teściów po podwórku; staram się jeść minimum 2 dziennie i na zdrowie nie narzekam.

Ale ale: miało być o suplementach diety. W medialnych rozważaniach w ogóle np. nie rozróżnia się naturalnych witamin od syntetycznych. Śmiem twierdzić, że dla 99,9% osób to to samo.
Fakty są takie, że to zupełnie co innego. Przykład: witamina c. Pisałem o niej w poście dużo wcześniejszym, ale ta syntetyczna (jak i inne syntetyczne witaminy) pozbawiona otoczki enzymowej (poza tym jest lewo i prawoskrętna, a naturalna - tylko lewoskrętna, czyli ta właściwa) powoduje zwiększoną zachorowalność na nowotwory.

Wmawia się też naszej urabianej populacji, że nadmiar witaminy C szkodzi, że można ją przedawkować - co prawdą nie jest.
Proszę mi podać - np. w komentarzu - namiar na choć jedną osobę /przypadek opisany w sieci - bo czego to w sieci nie ma/, u której udokumentowano szkodliwe działanie naturalnej witaminy C.
Sam konsumuję/suplementuję/ naturalną witaminę C w dawkach ok. 10-cio krotnie przekraczających "zalecane" , czyli 60 mg na dobę.
Albo działanie "cyjanku" w pestkach moreli; podaje się "normę spożycia": 2 pestki dziennie. Ta norma jest tylko po to, by nie jeść więcej i nie stosować skutecznej profilaktyki nowotworowej: "on jadł po 2 pestki  i mimo to zachorował - to blef z tą amigdaliną". Fakt jest taki: jakby jadł 20-30 - toby nie zachorował. Czy pestki szkodzą zdrowiu? Szkodzą? Proszę podać przypadek osoby, która zatruła się pestkami. Czekam na komentarz z przypadkiem.
I z drugiej strony: przypadki osób, które zmarły w wyniku stosowania zatwierdzonych procedur leczenia nowotworów na oddziałach onkologicznych - jest tego, oj jest. Proszę choćby zainteresować się książką "Od lekarza do grabarza" Jerzego Maslanky. Przypadek jego teścia.
Sumując podwątek: czekam na wpisy o osobach zatrutych cyjankiem z pestek. Ja zaś znam przypadki osób, które nawet z raka wyleczyły się jedząc te pestki (zapraszam do linka pod moimi postami o amigdalinie).
Ja jem minimum 20 pestek dziennie - i się nie zatrułem. Jak dotąd...;) . I kilka osób, które znam, też "je je". I też żyją. Nawet nieźle.

I jeszcze, by "zniechęcić" do totalnie wszystkich suplementów diety, do ich stosowania (bo po co stosować: ludzie mają chorować - to najlepszy biznes) - podaje się kwotowo wielkość rynku suplementów, rzuca się miliardami w oczy. To niby że co: że to babcie sprzedając zioła się tak nażywają, czy jak? Bo że się nażywają koncerny farmaceutyczne sprzedając lipne syntetyki jako suplementy - to oczywiste. I autorzy takich manipulowanych agitacji odpowiedzą: "no właśnie, to o koncerny przede wszystkim nam chodzi", ale wydźwięk, że to wszyscy się na tym obrzydliwie bogacą, pozostaje.

Jeżeli to przytaczanie wielkości rynku miałoby czemuś obiektywnemu służyć, to dlaczego tu się nie podaje dużo większych liczb związanych z rynkiem procedur medycznych, refundowanych z kasy państwowej, zatwierdzonych do wyłącznego stosowania, a i rynkiem leków, w tym refundowanych, czyli tych, na których stosowanie skazuje się ludzi? A prościej, ogólnie: wielkości rynku farmaceutyków? To są liczby, przy których podawane 2 mld to jak kieszonkowe dziecka do szkoły...

cytat:
"Według Matusewicza, rynek suplementów diety w Polsce to ok. 2 mld złotych"

.. no to chyba ten Pan Matusiewicz to taki mądry...

niedziela, 27 marca 2011

Myjcie zęby "na zdrowie", czyli...: trujący fluor

(...)
Niewielu ludzi wie, że fluor tak naprawdę jest trucizną. Często też jest głównym składnikiem leków psychotropowych, a także… trutek na insekty. Opublikowane niedawno badania wykazały, że fluor dodawany do wody MOŻE SPOWODOWAĆ poważne zaburzenia genetyczne, odwapnienie kości, raka. Jest gorszy od ołowiu! A w Polsce, innych krajach byłego bloku komunistycznego oraz m.in. w Wielkiej Brytanii wodę się od lat fluoryzuje.

(...) fluor w pastach do zębów chroni zęby u ludzi jedynie do 20. roku życia. I to jedynie wtedy, gdy się go nie przedawkuje. Faktycznie - potrafi wzmocnić szkliwo zębów, ale zażywany w zbyt wielkich dawkach może jednocześnie spowodować wiele chorób somatycznych i psychicznych.

Słynne akcje fluoryzowania zębów uczniów szkół podstawowych zaowocowały w Wielkiej Brytanii serią procesów sądowych. Okazało się, że u wielu dzieci doszło do przebarwień szkliwa, zęby stały się łamliwe i chropowate. W 1996 roku 10-letni Kevin otrzymał 1000 funtów odszkodowania od koncernu Colgate Palmolive, znanego producenta pasty do zębów. U chłopca stwierdzono fluorozę, czyli zatrucie fluorem.

A czy fluor naprawdę w znacznym stopniu chroni zęby dzieci przed próchnicą? Ekspertyza przeprowadzona na zlecenie Amerykańskiego Instytutu Badań Stomatologicznych wykazała, że właściwie nie ma różnicy między liczbą ubytków w zębach dzieci mieszkających na terenach objętych fluoryzacją i na nieobjętych.
(...)


-->  Intrygujące?
warto tematem zainteresować się:

 http://www.eioba.pl/a/1msw/szkodliwe-dzialanie-fluoru#ixzz1HpwxnD1j

Zapraszam też do krótkiego filmiku:

4 Minuty o truciznach które wszyscy zażywamy - David Icke

http://www.youtube.com/watch?v=_Aae7l-GQck&feature=related




Gdzie kupić pastę bez fluoru?

Była fajna pasta Herbapolu, np. malinowa, ale tę firmę chyba już skutecznie uziemiono; obiło mi się o uszy, że  jakaś firma farmaceutyczna przejęła Herbapol, co praktycznie oznacza, że zgasi ziołową działalność tego ostatniego.
No cóż, czasami jak zamówimy, stosujemy pastę aloesową. Tubka kosztuje 30 zł (chyba jest z USA, aloesu ponad 90%). Ale dla mnie ona, z braku mięty, jest mdła. Polecam więc i w przystępniejszej zresztą cenie pastę "Bez fluoru" - pasta szałwiowa firmy Ziaja (5-6 zł), szukać w sklepach zielarskich. Informuję, że nie mam udziałów w tej firmie-:)

sobota, 19 marca 2011

... uwzględniając trwający szał pozyskiwania "białego złota":

C U K I E R

Cukier jest niewątpliwie jedną z najbardziej niebezpiecznych substancji, jakie znajdują się dzisiaj na rynku. Mówimy tutaj o sacharozie: białej, krystalicznej substancji rafinowanej z soku trzciny cukrowej lub buraka, co odziera ją z wszelkich witamin, minerałów, protein, włókien, wody oraz innych synergetyków, czyli substancji wzajemnie wzmacniających swe działanie. Biały cukier jest przemysłowo przetworzonym związkiem chemicznym, a nie naturalnym produktem żywnościowym, nie nadaje się więc do spożycia.

Inne cukry:
- fruktoza (występująca w owocach i miodzie),
- laktoza (w mleku)
- maltoza (w ziarnach zbóż)

są substancjami naturalnymi o wartości odżywczej. Surowy cukier, melasa, jest gruboziarnistą, brązową, lepką substancją, która powstaje podczas najzwyklejszego gotowania soku z trzciny cukrowej, i także jest zdrowym produktem spożywczym, jednak na "zachodzie" niezwykle trudno dostępnym. Tak zwany cukier brązowy, sprzedawany w supermarketach, nie jest niczym innym jak rafinowanym cukrem białym z niewielką domieszką melasy, nadającej mu smak i kolor. Nie jest to „zdrowa żywność".

Cukier tłumi działanie układu odpornościowego, zmuszając trzustkę do wydzielania dużych ilości insuliny, która konieczna jest do jego rozłożenia. Insulina pozostaje w krwiobiegu jeszcze długo po rozkładzie cukru, co utrudnia przysadce mózgowej wydzielanie hormonu wzrostu. Hormon ów pełni funkcję głównego regulatora układu odpornościowego, a więc każdego objadającego się codziennie cukrem prędzej czy później czeka ostry niedobór tego hormonu, w konsekwencji zaś obniżenie odporności na skutek nieustannego nadmiaru insuliny we krwi.

Rafinowany, biały cukier traktowany jest przez układ odpornościowy jak obce ciało z uwagi na swą nienaturalną strukturę chemiczną oraz obecność przemysłowych zanieczyszczeń powstałych w procesie przetwórczym.
Tym samym cukier niepotrzebnie wywołuje reakcje obronne, osłabiając odporność organizmu, jest dla niej jak miecz obosieczny.

Cukier jest głównym winowajcą odpowiedzialnym za wywoływanie wielu chorób i stanów degeneracyjnych. Z łatwością może stać się przyczyną cukrzycy, jest głównym czynnikiem prowokującym kandydozę. Obydwie te przypadłości w zindustrializowanym świecie Zachodu nabierają cech epidemii. Ponieważ cukier jest z odżywczego punktu widzenia „pusty", organizm zmuszony jest przy jego trawieniu „pożyczać" brakujące witaminy i minerały oraz inne substancje synergiczne z własnych narządów i tkanek. Objadanie się cukrem wyczerpuje zapasy odżywcze organizmu. Ostatnio zebrano dowody, że powoduje on próchnicę nie tyle poprzez kontakt z zębem, ile przez wysysanie wapnia od wewnątrz. Cukier ograbia organizm z potasu i magnezu, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania serca, z czego wynika, że jest jednym z głównych sprawców chorób tego narządu. Uszczuplenie przez cukier zapasu składników odżywczych może wyzwalać silne łaknienie - organizm chce bowiem uzupełnić swą ograbioną „spiżarnię".

Większość ludzi zjada więcej cukru, niż ich organizm jest w stanie przetworzyć na energię. Wątroba przetwarza wówczas jego nadwyżki na trójglicerydy i odkłada je w postaci tłuszczu albo z produktów ubocznych cukru produkuje osadzający się w żyłach i tętnicach cholesterol. Wynika z tego, że cukier jest głównym sprawcą otyłości i arteriosklerozy.

Cukier także uzależnia /to widać po tym, co się teraz dzieje;) - przypis ai/.
W Sugar Blues William Dufty pisze: „Różnica pomiędzy uzależnieniem od cukru a narkomanią polega w znacznej mierze na stopniu". Nagłe zrezygnowanie z cukru nieodmiennie wywołuje symptomy odwykowe, które zwykliśmy przypisywać odstawieniu narkotyków: zmęczenie, znużenie, depresję, niestałość nastrojów, bóle głowy, kończyn. Uzależniającą naturę cukru odzwierciedla bieżące jego spożycie w USA- średnia wynosi 130 funtów na głowę rocznie, czyli około 1/3 funta dziennie, co można już zakwalifikować jako „nadużywanie substancji". Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jaką ilość cukru codziennie spożywa, bo ukryty jest w różnych potrawach. Puszka typowego napoju chłodzącego zawiera około dziewięciu łyżeczek rafinowanego, białego cukru.

Spożycie cukru w USA jest tak wielkie, że staje się to przyczyną napięć społecznych wywoływanych przez zgubny wpływ, jaki ma na ludzi cukier. Szczególnie dotyka to dzieci, u których występują coraz ostrzejsze objawy zaburzeń w zachowaniu i obniżenie zdolności uczenia się. Doktor C. Keith Connors z Children's Hospital w Waszyngtonie ustalił, że istnieje „śmiertelny" związek pomiędzy spożyciem cukru wraz z węglowodanami (należą do nich między innymi wszelkiego rodzaju płatki, ciasta i herbatniki) a gwałtownym zachowaniem, nadciśnieniem i trudnościami z nauką. W innych badaniach stwierdzono, że w więzieniach po wyeliminowaniu z więziennej diety cukru i skrobi zmniejsza się liczba aktów gwałtu. Rząd Singapuru zabronił w 1991 roku sprzedaży słodzonych napojów chłodzących w szkołach i ośrodkach młodzieżowych, powołując się na niebezpieczeństwo, jakie ze strony cukru zagraża zdrowiu psychicznemu i fizycznemu dzieci.

Apetyt dzieci na łakocie można z łatwością zaspokoić przygotowując smakołyki z miodu, melasy i słodu jęczmiennego.

* * *
Źródło:  http://www.eioba.pl/a86319/cukier#ixzz0uhDSwBmd

niedziela, 27 lutego 2011

Nasza dorosłych odpowiedzialność...

Jedzenie dla dzieci

\źródło: BEZPŁATNY BIULETYN STOPCODEX http://StopCodex.pl\

Każdego roku w Europie na choroby wywołane wpływem środowiska umiera 100 tys. dzieci. Jak twierdzą naukowcy: "dzieci, które przychodzą dziś na świat, to pierwsza generacja, która nie będzie tak zdrowa jak rodzice..." - fragmenty z filmu "Zanim przeklną nas dzieci".

(film on-line TUTAJ: http://www.stopcodex.pl/media/zywnosc-jakosc-glod-rozwiazania/ )

Każde dziecko potrzebuje zdrowego, wartościowego pożywienia aby zostać zdrowym i silnym dorosłym. Obowiązkiem nas wszystkich jest zapewnienie dzieciom na co dzień świeżej, lokalnej i wartościowej żywności.Wiemy, że większość produktów dostępnych w dzisiejszych supermarketach, hurtowniach, czy nawet w małych sklepikach nie odznacza się dbałością o jakość. Przeważa żywność nadmiernie przetworzona, zawierająca zbyt dużo cukru, słodzików, konserwantów, barwników i innych dodatków chemicznych, jak również żywność genetycznie zmodyfikowana (GMO). Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii i w innych krajach wykazały, że dzieci, które były odżywiane taką żywnością, wykazują dużą hiperaktywność i kłopoty z koncentracją, częściej chorują i mają skłonności do nadwagi. Jeżeli obecna sytuacja nie ulegnie zmianie, to czekają nas kolejne problemy w przyszłości. Aby im zapobiec musimy zapewnić dzieciom dietę zawierającą lokalnie wyprodukowane sezonowe owoce i warzywa oraz mięso i produkty mleczarskie z gospodarstw, które nie używają lub ograniczają do minimum użycie chemikaliów i humanitarnie traktują zwierzęta.
NAJLEPIEJ Z GOSPODARSTW EKOLOGICZNYCH I TRADYCYJNYCH.
Taka dieta jest optymalna zarówno ze względu na wartości odżywcze jak i smakowe.Wielkoobszarowe rolnictwo przemysłowe nie dostarcza żywności wysokiej jakości, stosuje także genetycznie modyfikowaną i zaprawioną antybiotykami paszę dla swoich zwierząt hodowlanych. Nie wolno nam oszczędzać na zdrowiu naszych dzieci!

niedziela, 23 stycznia 2011

Bill Gates: można zredukować liczbę ludności na świecie dzięki… szczepionkom

Szczepienia czyli zaszczepianie śmierci

Dla osób, które jeszcze wierzą w "zdrowotne działanie programów szczepień" - polecam gorąco poniższe informacje...

* * * * *

Multimiliarder Bill Gates zaproponował na konferencji poświęconej zmianom klimatycznym, by ograniczyć szkodliwą emisję dwutlenku węgla m.in. przez zredukowanie liczby ludności na ziemi o nawet 15 proc. Jego zdaniem, można to osiągnąć dzięki realizacji specjalnych programów „zdrowia reprodukcyjnego”, a także przez zastosowanie odpowiednich szczepionek.


Gates wydał miliony dolarów na eksperymenty ze szczepionkami. – Dzisiejszy świat liczy 6,8 mld ludzi.. .i zbliży się do 9 mld. Obecnie, kiedy wykonaliśmy sporo dobrej roboty w zakresie: badań nad szczepionkami, służby zdrowia, usług zdrowia reprodukcyjnego, możemy zredukować liczbę tę od 10 do 15 proc. – mówił na konferencji w Cancun.

Bill Gates nie jest jedynym miliarderem zaangażowanym w działalność na rzecz zmniejszenia liczby ludności na świecie. Jednak, jak zauważają obserwatorzy, jego wypowiedź budzi poważne dylematy.

Mike Adams z pisma „The Natural News” pisze, że wypowiedź Gatesa nie była pomyłką, czy jakimś przejęzyczeniem. Była dobrze przygotowaną, świadomie poprowadzoną prezentacją. Zatem powstaje pytanie, co przez to chciał powiedzieć Gates?

Adams sugeruje, że jego wypowiedź: „wykonaliśmy sporo dobrej roboty w zakresie badań nad szczepionkami” wyjaśnia poniekąd, dlaczego na świecie jest tak ogromna presja, by się szczepić przeciwko wszystkiemu. Obawia się, że szczepionki, które tradycyjnie mają wspomagać zdrowie pacjentów, mogą zostać wykorzystane, by im zaszkodzić. Adams zauważył, że badania wykazały, iż osoby standardowo poddające się szczepieniu przeciw grypie sezonowej są bardziej podatne na wirus grypy H1N1. Może to być zatem jeden ze sposobów ograniczenia liczby ludności, o którym mówił Gates.

Szczepionki mogą działać w taki sposób, że będą wyniszczać organizm w dłuższym okresie np. 20-30 lat, powodując stopniowe zwyrodnienie niektórych organów, albo mogą zawierać substancje, powodujące bezpłodność.

Adams pisze, że nie bez powodu Bill i Melinda Gates’owie wydają miliony dolarów na prowadzenie zaawansowanych badań nad szczepionkami. Fundacja Gatesów wspiera także programy sterylizacyjne, realizowane w mniej zamożnych państwach.

Źródło: Infowars
AS

Źródło: http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/12/22/bill-gates-mozna-zredukowac-liczbe-ludnosci-na-swiecie-dzieki…-szczepionkom/#more-5884

* * *

... pojawia się u mnie po przeczytaniu powyższych wieści refleksja: to na to idą fundusze z zysków Microsoft'u..?  Jeżeli tak, to chyba nie należy kupować oprogramowania tej firmy by nie wspierać zaplanowanego, zmyślnego ludobójstwa. Zaplanowanego i realizowanego w bezczelny sposób, skoro o tym bogaci spiskowcy, ze swoistą arogancją, mówią wprost nawet nie utajniając tych globalnych "rzezi".  
Ludzi jak "preriowe pieski": redukować?!?

niedziela, 26 grudnia 2010

Trucizna w paragonach - i nie tylko...

(...)


Trucizna w paragonach

Badania wykonane w ciągu ostatnich paru lat dowiodły, że substancja o nazwie bisfenol A, używana do produkcji tworzyw sztucznych, może być silnie toksyczna dla organizmu ludzkiego. Bisfenol A może być odpowiedzialny za zaburzenia hormonalne oraz rozwój nowotworów. Ta substancja od wielu lat jest składnikiem butelek dla niemowląt, kas fiskalnych, a nawet paragonów! Każdy kontakt z paragonem może być zatem szkodliwy. Szczególnie ostrożne powinny być kobiety w ciąży - bisfenol A powoduje najsilniejsze zmiany hormonalne w życiu płodowym.

Należy minimalizować wchłanianie przez nasz organizm tego związku chociażby poprzez - o ile nie zrezygnujemy z puszkowanych warzyw - nietrzymania produktów w otwartych puszkach, tylko przekładania do misek, przelewania do szklanych naczyń.

A najlepiej: unikajmy produktów z bisfenolem! Są one inentyfikowalne poprzez znaki widniejące obok.

W "The Times" napisano: Jeśli nie masz BPA w swoim organizmie, nie żyjesz w świecie współczesnym.

... niby żart, ale jakby z uśmiechem na kwaśnej minie :]

Więcej o bisfenolu A (BPA) --> http://badania.net/zatruwa-cie-bisfenol-a/

 

Antyperspiranty

Dyskusja na temat szkodliwości antyperspirantów nadal trwa. Badania wskazują, że sole glinu (aluminium) zawarte w antyperspirantach są szkodliwe i wywołują wiele podrażnień, m.in. kontaktowe zapalenie skóry. Pewne grupy naukowców twierdzą nawet, że wieloletnie stosowanie antyperspirantów może przyczynić się do rozwoju nowotworu! Sole glinu blokują ujścia gruczołów potowych, zabezpieczając przed wydzielaniem przykrego zapachu. Udowodniono, że te same związki w wysokich dawkach są silną neurotoksyną, która pokonuje barierę krew-mózg i tym samym uszkadza układ nerwowy. W badaniach toksykologicznych wykazano, że sole glinu uszkadzają DNA małp, myszy oraz psów.
(...)

Śmiercionośny tusz do rzęs    

Obecnie w wielu krajach nad bezpieczeństwem kosmetyków czuwa szereg instytucji. W przeszłości, gdy kosmetyki były nowością, wielu z nich nie testowano zbyt dokładnie. Dlatego też w 1933 roku doszło do wielu tragedii. Tusz do rzęs Lash Lure, zawierający szkodliwą substancję o nazwie para-fenylenodiamina, wywoływał silną reakcję alergiczną u wielu kobiet. Zmiany obejmowały gałki oczne, powieki oraz błonę śluzową oka. Kobiety skarżyły się na liczne pęcherze i ropnie. Niektóre z nich całkowicie straciły wzrok! W kilku przypadkach, zakażenie bakteryjne wywołane zmianami w obrębie oka doprowadziło do zgonu kobiet.

(...)

Biała śmierć

Użycie farb ołowiowych w Stanach Zjednoczonych zostało całkowicie zabronione w 1978 roku. Nadal jednak w wielu krajach wciąż stosuje się ten pigment! Dane z 2009 r. wskazują to, że nadal można je nabyć bez ograniczeń w Chinach, Singapurze i RPA. Największe niebezpieczeństwo wiąże się z farbą, która zaczyna schodzić z powierzchni – wówczas uwalniają się atomy ołowiu, które mogą dotrzeć do organizmu człowieka. Lepiej samemu nie zdzierać farby, lecz zgłosić się do profesjonalisty, który zrobi to w bezpieczny sposób.
(...)

* * *
źródło: http://odkrywcy.pl/gid,12833717,img,12833747,page,2,title,Smiertelne-trucizny-w-naszym-najblizszym-otoczeniu,galeriazdjecie.html?smg4sticaid=6b7d2

niedziela, 19 grudnia 2010

10 mitów o polskiej żywności

Polak razem z chlebem, wędlinami i nabiałem zjada w ciągu roku dwa kilogramy środków chemicznych, czyli trzy pudełka proszków do prania...

Mit 1. Polska żywność jest zdrowa i naturalna

Według utartej opinii największa przewaga rodzimej żywności nad jedzeniem z Wielkiej Brytanii czy Niemiec wynika z faktu, że polski rolnik jest zacofany, czyli gospodarzy na niewielkim skrawku ziemi i nie słyszał nigdy o nawozach sztucznych i opryskach. Tymczasem spośród prawie 2 mln polskich gospodarstw około 100 tys. większych (czyli co dwudzieste) dostarcza 80 proc. polskiej żywności. A te duże gospodarstwa stosują podobne metody hodowli i upraw co farmerzy z Zachodu, gdzie kurczak zamiast w pół roku dorasta na sterydach w półtora miesiąca, a na hektar ziemi rolnej sypie się 150 kg nawozów rocznie.

Koncentracja postępuje też w przetwórstwie żywności. Pięć największych firm mleczarskich kontroluje 30% rynku, a siedmiu największych przetwórców ryb – połowę rynku. Jeszcze bardziej skonsolidowane są rynki piwa, słodyczy czy mocnych alkoholi. I to właśnie duzi dostawcy, a nie małorolni chłopi, wykorzystujący do orki karmione owsem konie, zapełniają półki supermarketów.

Mit 2. Naturalne znaczy apetyczne

Sprzedażą rządzi marketing. Dlatego „naturalny” w reklamach odmieniany jest przez wszystkie przypadki. Klienci zapominają jednak, że nie wszystko, co naturalne, chcieliby zjeść. Joanna Wosińska z fundacji konsumenckiej Pro-Test, z którą robiliśmy zakupy w warszawskim markecie, szybko wyszukuje na półce taki produkt: jogurt Bakomy z serii Polskie Smaki. Pod wieczkiem obok mleka, cukru i wsadu truskawkowego kryją się barwniki jak najbardziej naturalne: betanina i koszenila. Pierwszy pochodzi z buraków ćwikłowych, a drugi z wysuszonych ciał i jaj mszyc, poza przemysłem spożywczym wykorzystywany m.in. w środkach do odstraszania mrówek. Ponadto w jogurcie jest naturalny zagęstnik: żelatyna wieprzowa. Te dodatki to standard w produkcji jogurtów, keczupów i soków. Nie są toksyczne, ale czy apetyczne?

! --> Pamiętajmy, że nasze prawo dopuszcza umieszczenie na etykiecie produktu napisu "Naturalny", gdy chociaż jeden jego składnik jest naturalny. Czyli robimy mix: do blenera wrzucamy butelkę pet, 1/2 litra przepału z silnika samochodu (oleju), dodajemy 1 liść mięty i śmiało możemy to polecać - nie łamiąc prawa - jako przeczyszczający produkt "naturalny" - przeczyści na pewno. A sedno przecież w tym, by produkt był "w 100% naturalny" - przypis a.i.

Mit 3. Ładne i okazałe znaczy zdrowe

Kupujemy oczami i producenci nauczyli się to wykorzystywać. W sklepie nikt się nie zastanawia, dlaczego pomidory są wielkie jak melony, idealnie okrągłe, nieskazitelnie czerwone i nie są podobne do tych z domowego ogródka. Ten idealny wygląd uzyskują na plantacjach, gdzie uprawia się je w cztery tygodnie na podłożu z wełny mineralnej z wykorzystaniem nowoczesnych technologii farmaceutycznych – sterydów przyspieszających nabieranie masy (wody) i antybiotyków chroniących przed chorobami. Nie wyglądają, nie pachną ani nie smakują jak pomidor. Uważajmy też na pieczarki: idealnie białe mogły zostać wybielone roztworem chloru. Z grubsza można przyjąć, że im produkt większy i piękniejszy, tym ma więcej dodatków chemicznych i substancji konserwujących. Dlatego znajomy sadownik z okolic Tarczyna ma w sadzie jabłkowym wydzielone miejsce, gdzie uprawia owoce dla rodziny. – Nie są tak okazałe jak na handel, ale przynajmniej zdrowe – mówi. Nie zgadza się na ujawnienie nazwy firmy z obawy przed reakcją hurtowych klientów.

Mit 4. Potrawy regionalne ostoją naturalnych metod produkcji

Na targu pod Gubałówką w centrum Zakopanego jest prawdopodobnie największy wybór oscypków na świecie. Niestety 70-80 proc. to podróbki. Prawdziwy oscypek wyrabia się z mleka owczego, ale taki ser kosztuje 30-40 zł za 1 kg. "Oscypek", w którym 30, 40, a nawet 90 proc. składników stanowi mleko krowie, jest o połowę tańszy. Zwłaszcza jeśli baca do produkcji użyje zagęszczaczy chemicznych. Tyle samo wspólnego z tradycyjną recepturą mają sery typu oscypek sprzedawane przez sieci handlowe. W podobny sposób obniża się koszty produkcji innych dań i produktów regionalnych: słynnej małopolskiej kiełbasy lisieckiej, podlaskiego sękacza czy trudno dostępnej śliwowicy łąckiej.

Mit 5. Unijne normy chronią przed żywnością złej jakości
Jest odwrotnie. Przed wstąpieniem do Unii nasze normy żywnościowe były znacznie surowsze niż wspólnotowe.
– Kiedyś mieliśmy inną filozofię i rzeczywistość – opowiada prof. Jan Ludwicki z Państwowego Zakładu Higieny. Jeśli dopuszczalna dawka konserwantu wynosiła od 10 do 50 jednostek, w Polsce zezwalano na 20, na Zachodzie na 50. – Szkoda, że po akcesji to my dostosowaliśmy się do unijnych standardów, a nie na odwrót – wzdycha prof. Ludwicki. W Unii nie ma na przykład przepisów regulujących jakość przetworów mięsnych, warzywnych, pieczywa i napojów bezalkoholowych. Można je faszerować konserwantami (E od 200 do 299), mimo że przynajmniej niektóre sprzyjają powstawaniu nowotworów. Z drugiej strony, wydłużają czas przydatności do spożycia i tym samym zapobiegają groźnym zatruciom. UE zmusiła polskich producentów do podniesienia standardów sanitarnych i bakteriologicznych. Nasza kiełbasa po wejściu do Unii jest więc bezpieczniejsza, ale bardziej naszprycowana chemią.

Mit 6. Lepiej kupować żywność na bazarze lub w małym sklepiku niż w supermarkecie

Niestety, właściciele osiedlowych sklepików i bazarowych straganów oraz sieci handlowe mają tych samych dostawców. W Polsce działa prawie 30 regionalnych hurtowych rynków spożywczych. – Wozimy towar zarówno na giełdę w Broniszach, jak i do sieci handlowych – mówi wspomniany sadownik z okolic Tarczyna. Między jabłkami, malinami czy kapustą z miejskiego bazaru, osiedlowego sklepiku czy dyskontu nie ma więc większej różnicy. Tylko u sprzedawców, którzy przykładają wagę do tego, czym handlują, jest szansa na kupienie sprawdzonej, smacznej żywności. Najlepiej jednak jej szukać bezpośrednio u właścicieli małych gospodarstw rolnych, którzy sprzedają niewielkie nadwyżki z domowej produkcji ziemniaków, jabłek, jaj czy drobiu.

Mit 7. Certyfikat gwarancją jakości

Znaczki jakościowe i certyfikaty są raczej elementem strategii marketingowej niż wyznacznikiem jakości. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych certyfikatów jest zielony znaczek eko. Łatwo go uzyskać, za to trudno stracić. – Każdy, kto zadeklaruje, że chce produkować żywność w sposób naturalny, bez używania środków chemicznych, może ubiegać się o certyfikat ekologiczny – mówi Urszula Sołtysiak, dyrektor jednostki certyfikującej Agro Bio Test. Jednak ekożywność nie jest każdorazowo badana przed wprowadzeniem do sprzedaży; podstawą przyznania certyfikatu jest dokumentacja producenta. Co więcej, instytucje certyfikujące wydają zgody na używanie w produkcji ekologicznej nasion konwencjonalnych, gdzie bez ograniczeń stosowane były pestycydy i nawozy sztuczne. Być może dlatego, jak dowodzą regularne badania niemieckiej Fundacji Warentest, żywność eko wcale nie wypada lepiej w testach na zawartość szkodliwych substancji i bakterii niż żywność konwencjonalna.

Mit 8. Tańsze nie znaczy gorsze

Rzadko. Jedną z historyjek, jakie swoim klientom wciskają sieci handlowe, jest ta o pochodzeniu niskich cen. Cenę soku, czekolady czy lodów można jakoby zbić o kilkadziesiąt procent, jeśli producent wstawi towar do supermarketu. Wówczas nie ponosi wydatków na reklamę i atrakcyjne opakowanie. Stąd polędwica sopocka za 15 zł czy keczup za 99 groszy.

Tymczasem to, co sieci handlowe sprzedają po atrakcyjnych cenach, producenci nazywają żywnością analogową, która tylko z wyglądu przypomina oryginały. Kilka lat temu w brytyjskiej sieci Sainsbury’s można było kupić za parę pensów jogurt, w którym nie było ani kropli mleka. Jogurty owocowe bez owoców i kiełbasa prawie bezmięsna już są w Polsce dostępne.

W przemyśle wędliniarskim funkcjonuje pojęcie dodatniej i ujemnej wydajności. Masarnia produkująca wędliny według starych receptur z kilograma mięsa wyprodukuje 0,6-0,8 kg szynki albo polędwicy. To wydajność ujemna, która oznacza, że szynka w detalu musi kosztować przynajmniej o 20 proc. więcej niż koszt zakupu mięsa potrzebnego do produkcji, czyli ponad 30 zł. Jednak większość zakładów mięsnych stawia na wydajność dodatnią i z kilograma mięsa może wyprodukować nawet dwa kilogramy szynki albo pięć kilogramów parówek. W skrajnych sytuacjach producent analogu nie wędzi, tylko podsusza kiełbasę, a brązowy kolor nadaje barwnikiem w pomieszczeniu przypominającym lakiernię samochodową. Mieszance mięsnych odpadków i wody smak kiełbasy nadają aromaty, a atrakcyjny, różowawy kolor – fosforany, które można stosować prawie bez ograniczeń. Tak wyprodukowana kiełbasa analogowa kosztuje około 10 zł za kilogram.

Dlatego razem z wędlinami, chlebem i przetworzonymi warzywami czy słodyczami przeciętny Polak zjada co roku około 2 kg chemikaliów. To wagowy ekwiwalent trzech pudełek proszków do prania. Dlatego półki z najtańszą żywnością warto traktować jak dział chemiczny. Wbrew bowiem temu, co wciskają nam sieci handlowe i branża spożywcza, za produkt wysokiej wartości trzeba sporo zapłacić. Choć i tak nie zawsze wysoka cena jest gwarantem jakości.

Mit 9. Etykietka prawdę ci powie

Producenci żywności mają obowiązek umieszczać na opakowaniach wykaz składników użytych do produkcji, w tym substancji często uczulających, jak jaja, gluten czy orzechy. Z raportu UOKiK z grudnia 2009 r. i nadzorowanej przez ten urząd Inspekcji Handlowej wynika, że mniej więcej na co piątym opakowaniu można znaleźć nieprawdziwe informacje. Jogurt opisany z jednej strony opakowania jako waniliowy, a z drugiej owocowy, albo twaróg chudy, który jednocześnie jest twarogiem półtłustym, jeszcze można przeboleć. Ale ordynarnego oszukiwania w wykazie składników już nie. Weźmy pod lupę masło. Zgodnie z polską normą powinno zawierać przynajmniej 82 proc. tłuszczu pochodzącego z mleka i zero tłuszczy roślinnych. Tymczasem, jak twierdzi UOKiK, firma Lakpol International sprzedawała masło z 53-proc. udziałem roślinnych tłuszczów w składzie. Lepsi byli mleczarze z Mleczgalu, którzy wtopili w tzw. masło aż 84 proc. składników roślinnych.

Jeszcze większe pole do popisu mają producenci wędlin, którzy nie podlegają żadnym normom jakościowym, a jedynie sanitarnym. Mogą więc wypuszczać na rynek rozwodnione, barwione i sztucznie aromatyzowane produkty i sprzedawać jako polędwice, szynki albo kiełbasy suszone. Byle tylko poinformowali klientów o składzie. Rekordziści nie kryją się z tym, że ich wędliny składają się głównie z wody (do 80 proc. składu), inni ze wstydu zaniżają udział odpadów, którymi zagęszczają wyroby. Firma Stół Polski z Ciechanowca zapomniała poinformować klientów, że w jej salcesonie chłopskim można znaleźć szczecinę.

Mit 10. Tradycyjne i drogie znaczy lepsze

Na górnych półkach z drogimi majonezami, jogurtami czy czekoladami nie brakuje towarów, które wprawdzie nieźle smakują, ale są produkowane na skalę przemysłową i jak wszystkie tego rodzaju produkty są efektem kompromisu między wyglądem, zapachem a długim terminem przydatności do spożycia. Ulubiony chwyt producentów żywności klasy premium to tradycyjne receptury. Ile w tych zabiegach prawdy, pokazała decyzja UOKiK z lipca tego roku w sprawie prestiżowej sieci Krakowski Kredens, która dostała 5,6 tys. zł kary. Firma reklamowała swoje wyroby jako produkty wytwarzane według receptur sprzed stu lat, podczas gdy w rzeczywistości metody produkcji były nowoczesne. Wędliny zawierały zagęszczacze, substancje wzmacniające smak i zapach, stabilizatory, przeciwutleniacze i regulator kwasowości. Inny przykład? Chleb staropolski – droższy od powszedniego o 40 proc. – jak wynika z opisu, nie różni się od niego nawet ziarenkiem. Jest za to opakowany w szary papier z uroczym, stylizowanym na tradycyjne logo piekarni. Jak się nie dać oszukać, które produkty wycenione na 300 czy 400 proc. powyżej średniej są warte ceny? Najlepiej próbować. Albo szukać domowych wyrobów nie w sklepach, tylko na wsiach. Na forum internetowym rolnik spod Kielc rzucał gromami, komentując artykuł o ziemniakach eko po 5 zł za kilogram. – Nie stosuję żadnych chemikaliów, ale sprzedaję po 75 gr za kilogram – pisał. Joanna Wosińska z fundacji konsumenckiej Pro-Test zwraca uwagę, że w Polsce produkty ekologiczne są kilkakrotnie droższe od zwykłych, natomiast w Niemczech tylko o kilkadziesiąt procent. Kupując towary eko czasami jesteśmy podwójnie naciągani – i na jakości, i na cenie.

(...) (Newsweek)
http://biznes.onet.pl/10-mitow-o-polskiej-zywnosci,18861,3776678,1,fotoreportaze-detal-galeria#id7864857


* * * * * * * *

Czy jemy zdrowo, czyli 10 mitów o polskiej żywności

http://biznes.onet.pl/czy-jemy-zdrowo-czyli-10-mitow-o-polskiej-zywnosci,18566,3776790,1,prasa-detal

Polak razem z chlebem, wędlinami i nabiałem zjada w ciągu roku dwa kilogramy środków chemicznych, czyli trzy pudełka proszków do prania.

W przyszłą środę przed sądem w Zielonej Górze staną dwie menedżerki z zakładów mięsnych w Sławie. Prokuratura oskarża je o fałszerstwo. Zakład sprzedawał bowiem wędzonkę z wirtualnej cielęciny. Na etykiecie zapewniano, że produkt zawiera 91 proc. mięsa, a wcale go w nim nie było. Podobnie zresztą jak w parówkach. Fałszowanie wędlin nie było jednorazowym incydentem, trwało kilka lat. Obu kobietom grozi do 10 lat więzienia. Teoretycznie, bo w ostatniej dekadzie nikt w Polsce za sfałszowanie żywności nie trafił za kratki. Producenci i handlowcy przyłapani na nielegalnym ulepszaniu wyrobów płacą zwykle kilkaset, góra kilka tysięcy złotych kary. Takie ryzyko można wliczyć w koszty produkcji, a interes i tak będzie opłacalny. Głównie dlatego, że polscy klienci szukają tanich produktów.
Z badań wynika, że 80 proc. Polaków przy zakupie żywności w pierwszej kolejności kieruje się ceną, bo są przekonani, że chronią ich wyśrubowane unijne normy, a krajowa żywność i tak bije na głowę zachodnie produkty. Niestety, polska żywność jest smaczna i zdrowa głównie w reklamach.
(Newsweek)

* * * * *

Polecam:
Fałszerze żywności:
http://biznes.onet.pl/falszerze_zywnosci,18490,3325940,1,news-detal

środa, 24 listopada 2010

Najnowsza PIRAMIDA ŻYWIENIOWA

Została opracowana w USA przez Departament Zdrowia i Opieki Społecznej i jest właściwym zestawieniem najważniejszych zaleceń żywieniowych. Jak mozna zauważyć, zalecenia w tej materii zmieniają się "z czasem": a to weryfikują je nowe odkrycia naukowców, a to przeprowadzane statystyki lub... akcje reklamowe. Akcje w stylu: PIJ MLEKO BĘDZIESZ WIELKI, choć tak naprawdę to właśnie bedziesz niewielki i w dodatku chory. Mleko, jako jedna z pięciu "białych śmierci" - daje nam dokładnie przeciwności tego, co z min wiążemy. Spójrzmy np. mna wapń: ostatnio nawet pojawiła się reklama mleka do kawy z dodanym ekstra wapniem. Ciekawe jakie tam wapno dosypali, w postaci jakich związków i jak wchłanialnych, co zresztą nie ma nic do rzeczy, bo mleko... blokuje wchłanianie składników odżywczych - w tym i wapnia. Ponadto wapń nie wchłonie się bez magnezu, itp., itd. Można więc go sypać tam szuflami: ale reklama robi swoje, no bo "kawa wymywa wapń", to jak dosypiemy, to "będzie dobrze". W tym przypadku poprawi się jedynie sprzedawalność tego "wzbogaconego" mleczka. A mleko - jak wiadomo - napojem nie jest. To pokarm dla małych ssaków, i dla nich służy, a dla starszych - przeciwnie. A że Kaja reklamuje... To jak z margaryną RAMA. Superniania ją zachwala... a myśłałem, że na zdrowiu dzieci jej zależy bardziej niż na pieniądzach z reklamy. Margaryny to tłuszcze roślinne utwardzane rakotwórczymi związkami - saaamo zdrowie!
No dobrze: czas na PIRAMIDĘ.
Jak piramida wygląda - każdy wie, bo albo był w Egipcie (to modne pojechać i się chwalić, że się było), albo widział ją na obrazku, albo pamięta z lekcji matematyki.

1. PODSTAWA piramidy to wysiłek fizyczny, który pozwala spalić kalorie. Co on daje?
      > chroni przed nadwagą
      > obniża poziom cholesterolu we krwi
      > zmniejsza ryzyko pojawienia się cukrzycy typu II

Pamiętajmy, że nie może być intensywny. Chodzi tu o spokojną jazdę na rowerze, spacery, te z kijeczkami są super, nieforsowne gry, itp. Sport wyczynowy jest głównym czynnikiem zwiększającym powstawanie wolnych rodników w organizmie, odpowiedzialnych za zmiany nowotworowe.

2. Bezwzględna konieczność suplementacji preparatami witaminowymi i minerałami.

Zobaczmy: drugi punkt - a dalej nie ma "normalnego jedzenia". Dlaczego suplementacja jest niezbędna? Powód jest oczywisty: dzisiejsza żywność nie dostarcza nam niezbędnych składników odżywczych oraz wystarczającej ich ilości. Brakuje nam głównie minerałów i witamin. Tempo życia, w tym stres, zabieganie, nieregularne i niewłaściwe odżywianie - zwiększają zapotrzebowanie organizmu na nie. A i my sami mylimy jedzenie (jako czynność) z odżywianiem.
* * * * *
Już i owoce, i warzywa nie są "tak zdrowe" jak przed kilkudziesięciu laty.
W ciągu ostatnich 55 lat jabłko straciło 75% witaminy B, 40% witaminy A i 55% żelaza. Aby poprzez jedzenie jabłek dostarczyć dla organizmu niezbędną ilość witaminy C należałoby zjadać dziennie... 70 jabłek! Dojrzewająca zaś w naturalnych warunkach pomarańcza zawiera w 50% wapń, magnez oraz witaminę C. Jeżeli zostanie zebrana niedojrzała i "sztucznie" podgrzewana - witamin i minerałów praktycznie w tym owocu nie ma. Darujmy sobie to oszukiwanie samych siebie, że jedząc cytrusy mniamkamy witaminki...

* * * * *
Ważne: suplementy diety muszą być naturalne. Pamiętajmy, że syntetyczne witaminy są odpowiedzialne za zwiększoną zachorowalność na nowotwory. Wiadomo o tym od 2,5 roku; pokazały to wyniki metaanaliz stosowania syntetyków przez dwie dekady w euforii cudów, jakie może dokonać nasza nauka: wyprodukowania witamin. I jak zweryfikowało tę euforię życie:  swoistego rodzaju Konia Trojańskiego...

3. Kolejny poziom to produkty zbożowe z pełnego przemiału oraz tłuszcze roślinne.

Zaletą tych pierwszych jest uwalnianie energii w miarę zapotrzebowania na nią.Te drugie: dostarczają zbawienne dla nas kwasy wielonienasycone. I co ważne: za tłuszcze roślinne nie uznajemy paskudztwa zwanego margaryną. Tłuszczami, o których mowa, są oliwa z oliwek, olej lniany oraz olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia. Przy tym ostatnim: nie mylić chociażby z produktem  Kruszwicy "kujawskim": "rafinowany olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia". Rafinowany, więc co z tego, że z pierwszego? A ponadto - patrz post o GMO - jeszcze modyfikowany genetycznie...
Zwróćmy uwagę na olej RZEPAKOWY z pierwszego tłoczenia. Jest on zwany "Złotą oliwą północy". Jest nawet zdrowszy od oliwy z oliwek, ale trzeba szukać prawdziwie tłoczonego na zimno, i z rzepaku niemodyfikowanego, czyli musi mieć certyfikat, i więcej kosztować - to oczywiste.

4. Warzywa do każdego posiłku, głównie surowe.

Dostarczają minerałów, witamin, błonnika. Najwartościowsze są surowe. W tym twierdzeniu jest 99% prawdy. Jeden jej procent zabiera POMIDOR. Dlaczego?
Otóż keczup, jako przetworzony termicznie pomidor, jest zdrowszy od surowego warzywka. To taki wyjątek - fenomen. Mówimy o ketchupie na pomidorze (a nie na czymkolwiek, co go udaje) i bez chemii - to chyba oczywiste. Pod wpływem termicznej obróbki zdecydowanie zwiększa się w nim zawartość likopenu, mającego superpozytywny wpływ na układ krążenia i profilaktyką nowotworową.
***
Człowiek powinien jeść 51% produktów surowych. Dotyczy to również mięsa: pokochajmy tatara, tego z łososia również. Przemilczam tu oczywiście problem zawartości rtęci w tej szlachetnej rybie...

5. Ograniczanie się w spożywaniu dużej ilości owoców.

Cukry, cukry, cukry... Jeść owoce trzeba, ale rozumnie. Witaminy w nich są nam niezbędne, ale: owoce - umiarkowanie.

6. Spożywanie dużej ilości roślin strączkowych i orzechów.

Te pierwsze - to świetne źródło witamin z grupy B, wapnia, potasu, żelaza. Pamiętajmy: mleko nie jest nam potrzebne do tego, by mieć zdrowe kości: wapń z mleka jest źle wchłaniany, mleko samo blokuje wchłanianie innych substancji. Czy krowa lub byk piją mleko? NIE! A jeszcze u żadnego z tych zwierzaków nie stwierdzono osteoporozy. Wcinają tylko trawkę, koniczynkę... Właśnie w zieleninie jest ten wapń - korzystajmy z tego.

Orzechy - źródło witaminy E oraz wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (jak w tłuszczach roślinnych).

7. Raz dziennie jeść chudy drób, ryby lub jajko.

Jajko... ileż czasu prano nam mózgi twierdzeniem, że jajka szkodzą. Tak jak i pestki jabłek, gruszek, wiśni...
Ale ja to rozumiem: ani dla Państwa jako właściciela ZUS, ani dla przemysłu medycznego nie było i nie jest w interesie byśmy żyli i długo, i zdrowo. Brutalna - ale prawda. Jajko to esencja życia zawarta w idealnym dla natury kształcie. Idealniejszym niż kula, bo... no weź: znieś kulę. Jajko w kształcie jajka znieść prościej. Chyba... "Chyba" - bo nie zasięgałem w tym temacie opinii jakiejkolwiek kury...

Parę dni temu w TVP1 ("Wiadomości") podano, iż polscy naukowcy dokonują przełomowego odkrycia (kolejny "wielki przełom") i za około 5 lat będą mieli pigułkę-panaceum na choroby nowotworowe i "inne" - nie pamiętam już jakie. No tak: kolejna cudowna pigułka w drodze. Jaka będzie: różowa? Bo chyba nie niebieska, ten kolor jest już "zarezerwowany" dla rombiku (Viagra). Nieopadająca (jakby się nażarli rombików) wiara w moc pigułki.... Ale nie o tym mam zamiar mówić. Ważne jest: z czego to wyprodukują. Otóż: z kurzego JAJA.
I mówią już w TV, że TO NIEPRAWDA, że jajko zawiera zły cholesterol - bo zawiera dobry. Poza tym ma witaminę D i inne dobrodziejstwa. Mówią, że trzeba jeść minimum 2 jajka dziennie!
WOW!
... w końcu zmądrzeli, czy raczej: w końcu do nich dotarło? - do nich, czyli do naukowców "dbających o nasze zdrowie" -;)
No ja nie kończyłem medycyny i nie praktykowałem w laboratoriach, ale jajka od kilku lat wsuwam codziennie, no może prawie codziennie, i często na słoninie smażone. I wiem, i czuję, że to samo zdrowie.
Ale jajka nie z supermarketów - to oczywiste. Muszą być EKO.
Zastanawiam się: gdzie się podziała Wielka Farmacja z antyjajeczną ofensywą? Odpuścili? Dziwne...

8. Mleko i jego przetwory tylko w niewielkich ilościach.
/jogurt naturalny, maślanka, kefir, ser feta, twarożek/

Żadnego picia szklanek mleka "by być wielkim". Mleko to jedna z pięciu białych śmierci. Dlaczego?
 > blokuje wchłanianie substancji odżywczych. I innych. Możemy to wykorzystać "na plus" gdy się czymś przytrujemy: to od razu wypić szklankę mleka - toksyna słabiej wchłonie się do organizmu. A i zapytajcie lekarza, czy możecie lek zapić mlekiem... Nie pozwoli? ciekawe dlaczego..;)
> jest doskonałą pożywką dla rozwoju grzybów i pleśni, a te są dla nas zabójcze
> tylko małe ssaki trawią laktozę (cukier), gdyż mają enzym laktazę. Wielu dorosłych go nie ma i dlatego mleko jest ciężkostrwane.
Mówimy o mleku słodkim, kwaśne - to już inna, zdrowa sprawa. Odrębny problem stanowi jakość tego białego płynu ze sklepu, który z mlekiem ma wspólnego tyle, że to, i to jest białe. Ale mleko prosto od krowy - o nim mowa: niezdrowe. Krowa przecież je produkuje dla małego cielaka. Kto wymyślił, że ma to pić człowiek? Jedno pewne: ktoś bardzo przedsiębiorczy.

9. Wierzchołek piramidy to białe pieczywo, makarony, ziemniaki, ryż, czerwone mięso, cukier i wszystko co go zawiera - to jadamy od wielkiego święta, a najlepiej wcale...

... i powiedzcie to mojej córeczce, która za ziemniakami przepada...-;)

Ważna uwaga: osoby starsze - wbrew obiegowej opinni - nie powinny jeść nabiału, a przynajmniej jeść "za dużo". W dobrej intencji spożywany nabiał działa wręcz przeciwnie: zmęczone (wiekowe) komórki nie są w stanie tego białka zużyć w procesach metabolicznych, co skutkuje wytwarzaniem dużej ilości wolnych rodników odpowiedzialnych za powstawanie nowotworów.
Optymalna dieta dla osób starszych to dieta wysokowęglowodanowa, czyli warzywa i owoce (te umiarkowanie), niskokaloryczna, niskotłuszczowa i niskobiałkowa.

* * * * *
Rozważania na bazie źródła: "Szlachetne zdrowie..." - Wojciech Urbaczka