Medycznego wykształcenia nie mam, ale czytać umiem...


Andrzej Iwaniuk

poniedziałek, 1 lutego 2016

KUKURYDZA inaczej…


Kukurydza rośnie szybciej niż inne zboża świata – żadne nie może się z nią równać pod względem wysokości plonów oraz ilości uzyskiwanej biomasy. Bez niej głodowałyby dawne cywilizacje i obecne narody. Kukurydza jest najbardziej uniwersalną rośliną uprawną naszej planety.  Ziarno kukurydzy można przekształcić prawie we wszystko, od tworzyw sztucznych po paliwo. Używa się jej w tak wielu produktach, że prawdopodobnie nie moglibyśmy funkcjonować gdyby nagle jej zabrakło.
My, jako ludzie, mamy z nią coś wspólnego: z badań wynika, że atomy węgla, z których jesteśmy zbudowani, nawet w 70%-ach mogą pochodzić z kukurydzy. Na świecie zbiera się 800 mln ton kukurydzy rocznie, lecz jej większość jest niejadalna dla człowieka. W USA 99% tego zboża to odmiana pastewna zwana „końskim zębem” – jej ziarna mają na szczycie wgłębienia. To bardzo plenna roślina, jej zbiory osiągają poziom 17 metrów sześciennych (12 ton) z hektara. Zewnętrzna powłoka ziarna jest zbyt twarda by strawiły je nasze żołądki, więc kukurydzę poddaje się obróbce: mieli się bądź moczy w żrącym ługu, który także służy do garbowania skór.

Nie ma ropy bez kukurydzy?

Kukurydzy używa się w górnictwie naftowym jako składnika płuczki wiertniczej, bez niej nie dałoby się wiercić szybów. Jeżeli do cukru pochodzącego z kukurydzy doda się szczep bakterii powodujących gnicie brokułów i kapusty – wytrąca się biopolimer zwany gumą ksantanową, który bardzo lubi wodę: jest w stanie pochłonąć jej wielkie ilości. No taki swego rodzaju „pampers” oraz naturalny zagęstnik. Co to ma do wiercenia szybów naftowych?
Chodzi o to, że po dodaniu gumy ksantanowej do wody zmienia się ona w lepki żel. Taka zawiesina absorbuje wodę wydobywającą się z szybów podczas wiercenia, działa jak smar oraz dobrze przenosi skalne zwierciny - drobiny skał, które nie mogą zanieczyścić ropy: w żelu tworzą zawiesinę i nie opadają na dno odwiertu. Ponadto obecność płuczki zapobiega groźnym erupcjom ropy lub gazu – gęsta w niej zawiesina równoważy ciśnienie w otworze wiertniczym.

Kukurydza to bioplastik

Ubrania, zegarki, pomadki, samochody – bez końca można wymieniać produkty zawierające w sobie plastik. A i całe jego masy na wyspiskach śmieci, w oceanach, w lasach… Większość tworzyw sztucznych pochodzi z ropy naftowej. Nie dość, że przy ich produkcji zwiększa się emisja dwutlenku
węgla – to jeszcze rozkładają się przez 10 000 lat.  Ale kukurydza może to zmienić: plastik z niej jest biodegradowalny, jest ekologiczny a nawet… jadalny. Sekretną cząsteczką tego zboża, która daje możliwość tworzenia plastiku z kukurydzy jest skrobia: jej długie łańcuchy cząsteczkowe węglowodanów są podobne do cząsteczek tworzyw sztucznych wytwarzanych z ropy. Po dodaniu kilku innych, w tym i sekretnych, składników wychodzi długołańcuchowy polimer idealny na plastik.

Kukurydza może być widelcem.



Kukurydza wybucha

W trakcie przesypywania ziaren zboża w powietrzu unosi się pył, bardzo łatwopalna skrobia, oraz drobinki oleju. W połączeniu z odpowiednią ilością powietrza powstaje substancja groźniejsza od dynamitu. Jedna iskra i…
 Są też eksplozje innego rodzaju: bardzo twarda łupina ziarna kryje sekret jego wybuchowości. Przy
rozgrzaniu kukurydzy do około 230 stopni Celsjusza jego łupina w końcu nie wytrzymuje ciśnienia pęczniejącej skrobi, która pod wpływem pary wodnej zamienia się w rozsadzający owocnię żel. W tej temperaturze ciśnienie w ziarnie wynosi 10 atmosfer; dla przykładu: samochodowa opona ma wytrzymałość około 6 atmosfer. No i tak powstaje smaczny, skądinąd i tuczący, popcorn.

 Konkurencja dla ropy naftowej?

W wyniku spalania etanolu powstaje dwutlenek węgla i woda. Mimo wszystkich swoich wad benzyna jest wciąż podstawowym paliwem napędzającym nasze auta.

Ale nadchodzą zmiany. Prąd i etanol – to rozkręcająca się konkurencja benzyny i ropy. Największymi producentami bioetanolu są USA i Brazylia. Z czego się produkuje to paliwo? No
jasne: z kukurydzy!
Do wielkiej masy zmielonej i namoczonej kukurydzy dodaje się drożdże – skrobia kukurydziana zmienia się w łatwopalny bimber. I ten produkt już można spożytkować - jako paliwo też J. Problem jednak leży w tym, że aby zamienić kukurydzę w energię – potrzeba dużo energii: paliwo do maszyn rolniczych, transportowych, nawozy, itp. Zasadniczy jednak zysk w tym, że w procesie uzyskiwania energii z etanolu nie powstają groźne i niepożądane spaliny.

Modyfikacja kukurydzy

Laboratoria zajmujące się krzyżowaniem istniejących odmian kukurydzy oraz tworzeniem modyfikacji genetycznych, czyli tworzeniem nowych odmian, znajdują się pod ziemią, w wyrobiskach, aby do minimum redukować zagrożenie niekontrolowanego przedostania się roślin gmo do ziemskiego ekosystemu. Kukurydza ma w swoim dna dość wiele genów, które łatwo modyfikować. Większość modyfikacji ma na celu zwiększenie plonów oraz odporności. Gdyby światowym zasobom tego zboża zagroziła jakaś choroba lub szkodnik – naukowcy wyhodowaliby odmianę odporną na te przypadłości.
Genetycy dążą nie tylko do ulepszenia rośliny, lecz także podmieniają konkretne geny by zmienić kukurydzę w wytwórnię leków. Dążą do stworzenia odmian ratujących ludzkie życie. Prace skupiają się na leku dla osób chorych na mukowiscydozę. Jednym z problemów osób na nią chorujących jest
brak białka odpowiedzialnego za trawienie tłuszczów, co prowadzi do niedożywienia. Genetycy wprowadzają do genotypu kukurydzy gen psa w nadziei na to, że roślina zacznie wytwarzać białko skuteczne w leczeniu tej choroby.
Modyfikacje genetyczne roślin mogą przynieść wiele korzyści, ale i wielkie zagrożenie. Co się stanie, gdy roślina gmo przedostanie się „na powierzchnię” i zacznie krzyżować się z normalnymi odmianami? No może nastąpić katastrofa.
Ale już dzisiaj na polach rośnie odmiana kukurydzy gmo wytwarzająca substancje zwalczające szkodnika omacnicę prosowiankę. Efekt uboczny jest chociażby taki, że zawarta w pyłku toksyna zabija też inne owady. A wpływ długofalowy na organizmy korzystające z tej paszy, w tym na nas, ludzi, będących na szczycie tego pokarmowego łańcucha – jaki jest? Jaki będzie…?
Temat roślin modyfikowanych genetycznie, zagrożeń jakie niosą oraz skutków już obserwowanych – to „temat rzeka”.

* * * * *
Maleńkie ziarenka kukurydzy mają ogromne możliwości: każde z nich to energia Słońca zamknięta w skrobii, to miniaturowa bateria słoneczna, którą można przemienić w pokarm lub w paliwo.
 


 Źródło: How stuff works? – Discovery Science


niedziela, 20 grudnia 2015

Chrońmy nasze córki

Bezpardonowo zachłanni na zyski przedstawiciele koncernów farmaceutycznych i ... politycy - nie odpuszczają. Tworzą przepisy zmuszające do szczepień środkami mającymi chronić nasze skarby od zachorowania (ewentualnego) w przyszłości, a tak na prawdę już w teraźniejszości - okaleczającymi je.
Czy trzeba wyjść na ulicę by w czasach tej - jak widać - pozornej wolności, mieć w końcu tę prawdziwą wolność?

Warto oglądnąć film duński o skutkach ubocznych szczepień przeciwko wirusowi HPV:

https://www.youtube.com/watch?v=UX7NXLpEe7k

Zastanawiającym jest też fakt, iż PiS idąc do władzy deklarował ludziom wolność decyzji w sprawie szczepień, a jak już do koryta się przykuli, to - szczepienia robią obowiązkowymi:

* * *
Cytat z: 
http://www.mpolska24.pl/post/9251/zdrada-pis-kaczynski-i-szydlo-za-przymusowymi-szczepieniami

"Zdrada PiS. Kaczyński i Szydło za przymusowymi szczepieniami.


Ma rację Wojciech Cejrowski zalecając kurację polskiej polityki metodą "Wszyscy Won". Nad ustawą o przymusowych szczepieniach w Polsce 432 posłów głosowało tak: Za - 406, Przeciw - 25 , Wstrzymało się - 1, Nie głosowało - 28. Zgodna SITWA.
(...)
W czasach mojego dzieciństwa państwo prowadziło tylko dwa obowiązkowe szczepienia : przeciwko ospie oraz przeciwko gruźlicy. W trudnych powojennych czasach były one i zrozumiałe i potrzebne. Obecne zdaniem nawet wielu znawców medycyny głownie osłabiają system immunologiczny człowieka. Wiadomo. Emeryci są państwu nie potrzebni. Prowadzi się więc utajniona eksterminację ludzi "od kołyski aż do trumny"
(...)
Lekarz, który mówi, że szczepionka na raka szyjki macicy pozwoli uniknąć choroby, kłamie. Szczepienie obejmuje bowiem najwyżej dwie, trzy przyczyny raka. A jest ich ponad sto – prof. Rudolf Klimek, wybitny ginekolog.  http://www.pch24.pl/Mobile/Informacje/informacja/id/20047 "

Prominentni posłowie PiS głosujący "Za" (szczepieniami):
  34. Kaczyński Jarosław
  35. Kamiński Mariusz
  52. Macierewicz Antoni
  97. Szydło Beata

Podczas gdy na przykład posłowie: Napieralski Grzegorz, Mularczyk Arkadiusz, Ziobro Jan, Ziobro Kazimierz, Romanek Andrzej, Żalek Jacek, Garbowski Tomasz i Joński Dariusz (SLD), Smolarz Henryk i Walkowski Piotr (PSL), Nykiel Mirosława i Pomaska Agnieszka i Tomaszak-Zesiuk Irena (PO) - głosowali przeciw.

Przeciw potrafili też głosować posłowie PiS: Andzel Waldemar, Ast Marek, Bętkowski Andrzej, Czarnecki Przemysław, Hrynkiewicz Józefa, Jędrysek Mariusz Orion, Kołakowski Lech,Lipiński Adam, Łatas Marek, Osuch Jacek, Seliga Dariusz, Zuba Maria.

Wyniki głosowania (także imienne) są tu:
sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/agent.xsp
(...)
Obie premierzyce głosowały identycznie bo niczym się nie różnią. Jedna sitwa.  "

* * *

--> Jeden z ostatnich „prezentów” rządu PO. Będą zmuszać do kontrowersyjnej szczepionki:



--> "W Polsce szczepienia są obowiązkowe, w krajach zachodnich – dobrowolne. W krajach zachodnich istnieją systemy odszkodowań za powikłania poszczepienne – w Polsce nie, mimo obowiązku szczepień. Rocznie rejestruje się tylko 1000 – 1800 niepożądanych odczynów i powikłań poszczepiennych, wypłacono 0 odszkodowań."



Fragment Petycji do Prezydenta RP:

"Rodzice wypełniając ankietę oraz biorąc udział w akcji „#czerwonakartka” zgłosili nam również m.in. setki następujących przypadków NOP: gorączka, opuchlizna, zaczerwienienie, wielogodzinny nieutulony płacz (zwany przez rodziców krzykiem mózgowym), zaburzenia oddychania, duszności, wysypka, pokrzywka, AZS, alergia, regres rozwoju, mowy, senność i zaburzenia snu, wymioty, biegunka, obniżenie odporności i ciągłe infekcje po każdej kolejnej dawce, drgawki, padaczka, encefalopatia poszczepienna, zapalenie mózgu lub opon mózgowych, wstrząs, apatia, brak reakcji na bodźce, problemy z napięciem mięśniowym, zaburzenia neurologiczne, problemy z koncentracją, nadwrażliwość sensoryczna, nadpobudliwość, utrata przytomności, zapalenia oskrzeli i płuc, bezdech, powikłania po szczepionce BCG, guzy w miejscu wkłucia, duże, długo utrzymujące się odczyny miejscowe, oczopląs, zez, zaburzenia widzenia, bezwład, niedowłady, porażenia, zaburzenia równowagi, bóle i zawroty głowy, zaburzenia pracy serca, zatrzymanie akcji serca, śpiączka, nadciśnienie wewnątrzczaszkowe, krwiaki przymózgowe, wylewy, sepsa, utrata łaknienia oraz odra, świnka, różyczka poszczepienna."


niedziela, 22 listopada 2015

Czy mamy być jak kaczki krzyżówki w sezonie łowieckim?




Zachęcam do oglądnięcia/wysłuchania Maxa. Czas chyba głośno mówić o ważnych dla nas sprawach, o sprawach ważniejszych niż ta, skąd brać marchewkę do zupy dla dziecka, z hipermarketu czy z działki na wsi... Bo zachowując się jak eko-kaczki, to i los nas może być do losu części z nich podobny, mimo tego, że będziemy zdrowo odżywiać się i energię marnować na siłowniach, a nie przeznaczać ją na tworzenie rzeczy ważnych, strategicznych z punktu widzenia naszej przyszłości. Naszej, w kontekście choćby własnego bezpieczeństwa, bezpieczeństwa własnej rodziny...

  https://www.youtube.com/watch?v=DH21xUkdEeA






niedziela, 28 czerwca 2015

MOM - zdrowe mięso?

MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie, to jeden z najbardziej kontrowersyjnych surowców spożywczych. O tym, jakie części zwierzęcego ciała składają się na MOM - krążą legendy.

Człowiek WP zajął się tematem i prześledził proces powstawania MOM-u w jednym z największych w Polsce zakładów przetwórstwa mięsa drobiowego.

- Żeby uniknąć ręcznego oddzielania kości od elementów mięsnych stosujemy maszynę, która nazywa się separator miękki, żeby uzyskać mięso odkostnione mechanicznie, czyli MOM - wyjaśnia Włodzimierz Mazurek, dyrektor ds. produkcji Konspol-Bis.

- Gdyby oddzielić ręcznie mięso od kości i wrzucić je do tej maszyny, można by je nazwać mięsem mielonym - dodaje.

Ale tak nazwać nie można, bo do maszyny wrzucane jest nie tylko czyste mięso. I tu pojawiają się wspomniane kontrowersje - panuje powszechna opinia, że mielone są też takie elementy jak: łapy, dzioby czy nawet pióra. Włodzimierz Mazurek zapewnia jednak, że do uzyskania MOM-u wykorzystuje się tylko kawałki mięsa połączonego z kością, a inne części zostają usunięte już na etapie uboju.

Przedstawiciele branży drobiowej przekonują, że MOM nie różni się zbytnio właściwościami od "czystego" mięsa drobiowego. Zdaniem Konrada Pazgana, prezesa wykonawczego Grupy Konspol, pod niektórymi  względami MOM jest zdrowszy. Przekonuje, że ze względu na dużą zawartość wapnia produkty z MOM-em powinny jeść zwłaszcza dzieci i osoby starsze.

- Japończycy, oprócz tego, że kochają MOM i kupują od nas bardzo dużo produktów, które go zawierają, to jeszcze kupują same chrząstki. Nabywają je i spożywają, ponieważ zawierają one bardzo dużo wapnia. Powiedzieli mi bardzo logicznie: "Po co kupować wapń w aptece, skoro można kupować wapń w naturalnej chrząstce lub jedząc MOM".

- - -
Dla jasności - zacytowane z: 

Źródło:
http://finanse.wp.pl/kat,1033705,title,Jak-powstaje-MOM-Czyli-co-mozna-znalezc-w-parowkach,wid,17292160,wiadomosc.html?ticaid=115207

* * *

Rzec by się chciało: wow! No nie wiedziałem, że Japończycy tak MOM uwielbiają! Proponuję ten kulinarny rarytas do nich w całości eksportować! Idąc za logiką wypowiedzi cytowanego Pana Prezesa - powinniśmy skończyć z wyrzucaniem kości do kosza lub oddawaniem psom i zacząć sami je pałaszować! ... samo zdrowie? A tak już poważniej...

bo i fakt: po cóż wyszukane preparaty z wapniem, skoro wystarczy spożywać zmielone kości? (o ile z przyswajanie wapnia w tej postaci to prawda) Czy nikt na to nie wpadł w ciągłej tej trosce o nasze zdrowie, czy też to już zauważono i ... specjalnie ukrywa się to przed nami, abyśmy pigułki kupowali, jednocześnie wyrzucając do kosza takie dobro?
Hmmm, no nie wiem, czy tu nuta typowo ironiczna powinna brzmieć, "bo to KTOŚ chce nam wciskać MOM", czy też ta nuta jest nie na miejscu, bo... mielone kosteczki, w tym może i dzioby, to samo zdrowie?
Sedno chyba w tym, co się faktycznie na MOM składa. Bo pewnie jeden producent dodaje tylko kostki i chrząstki, inny to oraz plewy, żyły, dzioby, grzebienie i cokolwiek tam jeszcze.
A mięso - to jednak mięso.

Z kolei na stronie

http://www.liczpunkty.pl/artykuly,mom-co-to-jest-i-dlaczego-powinnismy-tego-unikac,35.html

- po parametrach norm, zawartości MOM-u w produktach, jego składu (polecam zapoznanie się), sposobu uzyskiwania - czytamy:

Komentarzem do tego zestawienia niech będzie wypowiedź jednego ze specjalistów żywienia:
Z uwagi na niską wartość spożywczą mięso oddzielane mechanicznie nie powinno być w zasadzie podawane w dużych ilościach osobom na specjalnych dietach, w wieku podeszłym lub małym dzieciom.
* * *
Myśląc o wcześniej cytowanej publikacji z WP, ciśnie się na usta wypowiedź:
lobby przemysłu mięsnego nie śpi ;-)
...
Smacznego! -  :-)
ai


niedziela, 15 marca 2015

Mariusz Max Kolonko - mówi jak jest...

W USA "szaleje" pierwsza od 15 lat epidemia odry - przypadki tej choroby zanotowano w 17 stanach.
"Władze podają, że zachorowało 800 osób, z czego 24 nie było na odrę szczepionych.
W związku z tym władze zalecają masowe szczepienia dzieci przeciwko tej chorobie, która rozprzestrzenia się szybciej niż ebola".

I co na to rodzice? Cytat: "Idźcie się bujać". Są udokumentowane wyniki analiz które wykazują bezpośredni związek tych szczepień z "zapadaniem" dzieci na autyzm.

Max mówi: "Rodzice mają rację: epidemii rzeczywiście nie ma, jest tylko olbrzymi przemysł farmaceutyczny, który od lat próbuje nam wciskać różnego rodzaju pastylki, tabletki, szczepionki na wszystko, ponieważ chcą zarobić pieniądze. Nie ma dzisiaj bólu, na który nie byłoby tabletki-pastylki: boli cię głowa? - weź pastylkę! Boli cię gardło? - weź tabletkę! Bolą Cię plecy? - weź tabletkę! Nie ma części ciała, bólu i choroby, na które przemysł farmaceutyczny nie miałby leku. 70% reklam w amerykańskiej telewizji to reklamy leków!"

A jaka jest odpowiedzialność koncernów za niepożądane działania ich chemicznych cudeniek? - żadna. Dlaczego? Polecam posłuchać Maxa - link poniżej.

A jeszcze i moja refleksja: skoro na 800 osób chorych na Odrę w USA tylko 24 to osoby, które nie szczepiły się, to... po co się szczepić? 90% chorych to ci, co się szczepili! - i co? Szczepienie nic nie dało, zachorowali! Ale wiem, że będzie mówione: "No taaak, ale gdyby się nie szczepili, to byłyby powikłania po chorobie!" - ... i biznes się kręci.

Takie mózgopranie to klasyczny przykład kultywowania "strategii napięcia", podtrzymywania stanu zagrożenia, w tym przypadku -  chorobami. Bo tu rozsądek maluczkich "na dole" ma być zdławiony przez indoktrynację i ogłupianie, przez wpajanie przekonania, że nam tyle różnych bytów zagraża: i terroryzm, i choroby, i pewnie jakieś cywilizacje zewnętrzne, a kochana władza i altruistyczne kręgi biznesowe dbają o nasze zdrowie i bezpieczeństwo...
Taaa, już jestem spokojniejszy :-|

https://www.dailymotion.com/video/x2hg7q9_w-usa-nie-chca-szczepic-dzieci-na-odre-mariusz-max-kolonko-o-spisku-farmaceutycznym-17-02-2015_people 



środa, 28 stycznia 2015

Jak to jest z tą solą...

Ostatnio podczas jazdy samochodem miałem wątpliwą przyjemność  być potraktowanym mokrą solą z solarki drogowej: piękne, białe na lakierze kwiaty, gdy już podeschła. Przypomniał mi się i temat soli drogowej sprzedawanej jako spożywcza, tej soli z "mikroelementami" - ale nie o niej znowu. Zadałem sobie pytanie: jak to w końcu jest z tą solą? Która lepsza, czyli zdrowsza? Tym razem oczywiście chodzi o sól naszą normalną, spożywczą.

Gdy kupowałem kilogram soli morskiej przyfrunęła do mnie myśl w formie pytania: a jakaż to jest sól np. w Bochni lub Wieliczce, nie morska...? A sól Himalajska...? Toż ponoć każda sól - jest morska/oceaniczna, nie ma soli np. puszczańskiej! Pokłady soli w Bochni i Wieliczce powstały, podając za Wikipedią, "w trakcie zaniku Morza Mioceńskiego, które stało się morzem zamkniętym o wysokim stopniu zasolenia". Czy więc sól bocheńska to morska...?

Czas co nieco uporządkować.

* * *

Sól może być kamienna, krystaliczna lub morska, czyli ta obecnie pozyskiwana w wody morskiej.
No i jeszcze sól kuchenna - o niej też poniżej...

Sól kamienna, skała osadowa (tzw. halityt) należąca do grupy skał chemicznych, powstała w wyniku wytrącania się halitu podczas odparowywania wody z mórz lub słonych jezior. Jest ona wydobywana
z dużych głębokości w kopalniach soli. Nie ługuje się jej, więc zawiera wiele cennych minerałów
Złoża soli kamiennej powstają też współcześnie, np. nad Morzem Kaspijskim.

W soli krystalicznej, pierwiastki i mikroelementy dostępne są w tak drobnych cząsteczkach, że
mogą być bardzo łatwo wchłaniane przez komórki organizmu ludzkiego i poddane procesowi metabolizmu. Miliony lat temu energia słoneczna wysuszyła morza i powstały złoża soli. Potem przez miliony lat ruszyły skomplikowane procesy tektoniczne, który wyniosły pokłady soli na himalajskie wysokości. Ta naturalna sól krystaliczna była przez miliony lat wystawiona na działanie ogromnego ciśnienia. Ciśnienie to było przyczyną powstawania soli krystalicznej. Im wyższe ciśnienie, tym bardziej doskonała struktura. Dzięki tym transformacjom i energii, kryształy soli mają najdoskonalszą geometryczną strukturę.

Sól himalajska jest najzdrowszą i najczystszą solą dostępną na ziemi.


Sól krystaliczna płynie w czystych, białawych (przewaga wapnia), różowawych i czerwonawych (przewaga żelaza) błyszczących żyłach gór solnych i krystalizuje się w obszarach, gdzie odpowiednie ciśnienie stworzyło tę perfekcyjną strukturę soli krystalicznej. Sól krystaliczna, w swojej doskonałej formie, z geologicznego punktu widzenia, jest również nazywana halitem.

Dawniej, sól ta była nazywana także "solą króla", ponieważ była zarezerwowana dla rodzin królewskich. Zwykły obywatel dostawał tylko sól kamienną.

Sól kuchenna

Popularna sól kuchenna jest produktem wysoko przetworzonym. Jest to sól najtańsza, ale niestety nie posiada żadnych właściwości odżywczych. Wszystkie cenne makro i mikroelementy są wypłukiwanie podczas procesu ługowania. Posiada jedynie wartości smakowe. Podczas obróbki traciW czasie przetwarzania następuje również utrata jodu, dlatego zwykle dodaje się go później w postaci jodu potasu. Dodawana jest także dekstroza, która działa jako stabilizator, co ma wpływ na kolor soli. Aby była śnieżnobiała, producenci stosują substancje wybielające. Co więcej, aby zachować jej sypkość, do soli kuchennej dodaje się substancje chemiczne, na przykład związki aluminium.
ona magnez i minerały.

Dla kontrastu, sól morska jest wysokiej jakości produktem, który jest suszony bez użycia chemikaliów. Znajdują się w niej mikroskopijne żyjątka morskie, co przyczynia się do obecności naturalnego jodu. Sól morska jest szara i może być lekko wilgotna. Oznacza to, że zawartość
minerałów jest wysoka. Ze względu na swój mocny smak, sól morska powinna być stosowana w mniejszych ilościach niż sól kuchenna. Zwykle trzeba ją też nieco zmielić. W tym celu przydatny jest młynek do soli o ceramicznych ostrzach, które są odporne na właściwości korozyjne soli.

Specjaliści od żywienia są zgodni, że sól morska jest bardziej wartościowa pod względem odżywczym i zdrowsza niż popularna sól kuchenna.

* * *

SÓL - jej nadmiar nie wpływa pozytywnie na organizm, jednak nie należy całkowicie eliminować soli ze swojej diety. Warto pamiętać, że sól jest potrzebna, by organizm ludzki mógł dobrze funkcjonować. Sól:
- dostarcza sodu, który jest niezbędny człowiekowi do normalnego funkcjonowania
- odgrywa ważną rolę podczas skurczów mięśni, stymulacji nerwów, właściwego funkcjonowania nadnerczy i innych procesów biologicznych.
- dostarcza chlorku, który wspomaga produkcję kwasów niezbędnych do trawienia białka i enzymów podczas trawienia węglowodanów. Chlorek jest niezbędny również do właściwego funkcjonowania i wzrostu komórek mózgu.
- zawiera magnez, który spełnia ważną rolę w produkcji enzymów, przewodzeniu impulsów nerwowych, tworzeniu kości, formowaniu szkliwa zębów oraz w odporności na chorobę serca.

Niemowlęta i małe dzieci potrzebują soli, by ich mózgi mogły się dobrze rozwijać. Ilość spożywanej soli powinna jednak mieścić się w granicach zdrowego rozsądku. Nadmierne spożycie soli stwarza zagrożenie dla zdrowia.

* * *

Lekarze nie mają wątpliwości, że najzdrowsza jest sól morska. Powstaje poprzez naturalne odparowywanie wody morskiej o dużym zasoleniu. To bogate źródło magnezu, litu, selenu, cynku oraz jodu. Oczyszcza organizm z toksyn oraz wyraźnie poprawia wygląda cery.

JEDNAK...

Na sprawę "jaka sól zdrowsza" - powinno się chyba spojrzeć i z jeszcze jednej strony...
Oglądam programy związane z przetrwaniem człowieka w naturalnych warunkach, z dala od cywilizacji, np. na bezludnych oceanicznych wyspach. I co niepokojącego przy tej okazji daje się zauważyć? - masę śmieci na plażach bezludnych wysp!: plastiki, szmaty, puszki, liny, sieci - cokolwiek woda niesie - tam jest. A przecież i do oceanów są wyrzucane śmieci z barek je przewożących, nie brakuje też w wodzie morskiej zanieczyszczeń związkami ropopochodnymi.
Pytanie: jaka jest więc jakość morskiej wody? Wody, z której pozyskujemy sól morską! Przecież już każdy uświadomiony w tematyce czystości oceanów człowiek wie, że ryb morskich - lepiej w menu unikać (kwasy omega my, lądowe żyjątka mamy z innych źródeł - nie poddawajmy się ofensywnemu marketingowi przemysłu rybnego), a nafaszerowanego rtęcią starego tuńczyka - przede wszystkim!

To może jednak... spożywać sól z podziemnych pokładów, nie morską? Ta pierwsza powstawała przecież w czasach, w których nie było jeszcze zanieczyszczeń pochodzących z przemysłu chemicznego...

No cóż - na jakąś wielbiciele solonych potraw zdecydować się muszą...

* * *

Źródła:
Wikipedia
http://www.naturalna-medycyna.com.pl/sol-himalajska-rozowa-sol-himalajska.html
http://portalwiedzy.onet.pl/48255,,,,sol_kamienna,haslo.html
https://portal.abczdrowie.pl/zalety-soli-morskiej
http://www.wprost.pl/ar/313649/Sol-kamienna-morska-czy-kuchenna-ktora-wybrac/


niedziela, 21 grudnia 2014

Czy homeopatia jest oszustwem?

Pytanie jest z kategorii tych, które u jednych osób wywołują uśmiech w związku z ich "podejrzeniami", a u innych - budzą sprzeciw, oburzenie i niechęć do słuchania wywodów w podejmowanym temacie. Nie unikając prywatnych wynurzeń - spróbujmy spojrzeć obiektywnie na sprawę, bo subiektywne podejście - każdy ma swoje i nie ma co osobistego "mi się wydaje" wkładać w głowy innych...

Tytuł posta zaczerpnąłem z publikacji sieciowej:


w której farmakolog prof. David Colquhoun powiedział, 
że badania udowodniły, iż skuteczność leków homeopatycznych 
jest taka sama, jak placebo. - W tych pigułkach nic nie ma - podkreślił. 
Na czym dokładnie polega ten sposób leczenia?

* * *

Na początek dobitnie powiedzmy, bo część z nas utożsamia pojęcia: homeopatia i ziołolecznictwo - to dwie różne medycyny.

W numerze 2. z 2008 roku dwumiesięcznika katolickiego "Miłujcie się!" - czytamy: 

W reklamie homeopatii podkreślany jest brak skutków ubocznych homeopatycznych specyfików. Jednak nie jest to cała prawda - one występują, tyle, że są innej natury. U osób, które przez dłuższy czas zażywały środki homeopatyczne, pojawiają się trudności w sferze duchowej

Skuteczna czy nieskuteczna homeopatia zawsze niesie ze sobą problemy, takie jak oschłość duchowa, brak radości i spokoju, zaburzenia psychiczne, depresje, brak poczucia sensu życia, niepokój, zniechęcenie, opór przed modlitwą.

I odrobina historii...

Homeopatię zawdzięczamy niemieckiemu lekarzowi 
Samuelowi Hahnemannowi (1753-1843). 
Był to człowiek kpiący z chrześcijaństwa  i samego Zbawiciela. 
Należał do sekty wolnomularskiej, potępionej przez Kościół 
jako narzędzie i siedlisko diabła. W roku 1777 Hahnemann 
został przyjęty do loży masońskiej w Transylwanii.  
Dodatkowo parał się spirytyzmem; jak sam oświadczył 
- homeopatia powstała dzięki informacjom przekazanym 
mu podczas seansów spirytystycznych.

Cytując za o. Aleksandrem Posackim: "Istnieją grupy, w których poszukiwania odpowiedniego leku homeopatycznego prowadzone są podczas seansów spirytystycznych, za pośrednictwem mediów proszących duchy o informacje". W porównaniu z faktycznymi postępami nauk farmaceutycznych homeopatia jawi się więc jako powrót do magicznych praktyk, tyle że ubranych w naukową postać. 

W książce "Podróż choroby" (autor Mohinder Singh Jus, tłumaczenie z niemieckiego: Dorota Drabicka) traktującej o "homeopatycznej koncepcji uzdrawiania i tłumienia" czytamy, że Hahnemann uznał, iż musi w naszym wnętrzu istnieć coś, co czyni nas podatnymi na choroby. Tę wrogo nastawioną do życia siłę nazwał miazmą. Często drobne czynniki, takie jak błąd dietetyczny, przejedzenie, nadużycie alkoholu lub kawy, zepsute pokarmy, zbyt długie przebywanie na słońcu, przeziębienie zimą, przemoknięcie na deszczu, strata w interesach, szok emocjonalny, złość, radość, itd., mogą być przyczyną zachorowania na katar, zapalenie pęcherza, grypę żołądkowo-jelitową, migrenę, napady gorączki, pokrzywkę, bóle kręgosłupa lub coś innego. 

/ai: no ja bym to po prostu nazwał brakiem odporności: po co to zagadnienie ubierać w filozofię demonów i czyhających ciemnych mocy? Jak widać - do wszystkiego da się dopisać odpowiednią marketingową filozofię.../

Podatność na tego rodzaju ostre choroby wytłumaczyć można istnieniem utajonej psorypierwszej zidentyfikowanej przez Hahnemanna miazmy. Właściwe objawy chorobowe jak zapalenie, wydzielina, zakażenie bakteryjne, itp. - są zaledwie następstwem osłabienia siły życiowej przez miazmę.

I weźmy może jeszcze 3 inne fragmenty książki...

Hahnemann wciąż czynił obserwacje, że poprawnie dobrany lek homeopatyczny działa tylko częściowo lub przez krótki okres czasu. Musiał stwierdzić, że ciągle dochodziło do nawrotów lub że zmiana chorobowa przenosiła się z jednego miejsca na drugie.  Pewien czas po wygaśnięciu ropnego zapalenia zatok pojawiały się nowe dolegliwości ze strony stawu biodrowego lub podatność na kaszel zostawała zastąpiona skłonnością do migreny. 
(...)
Miazmy są siłami, które stoją w opozycji do siły życiowej. Dlatego też, by wyleczyć pacjenta musimy zająć się miazmami, a nie siłą życiową.
(...)
Jeśli pacjent ma np. krwawienie z nosa, które znikają natychmiast po przypisanym na szybko Hamamelis, przez co później pojawia się krwawienie do mózgu, oznacza to, że nie zrozumieliśmy języka siły życiowej  i lek przypisaliśmy na podstawie objawu, nie zwracając uwagi na leżącą u podłoża miazmę.
(...)

... czyli: nie wschłuchaliśmy się odpowiednio w to, co drzemiąca w nas nieczysta siła chce powiedzieć...? 
"Nie wiem dlaczego", ale czytając takie zdania przychodzi mi na myśl to, co kiedyś usłyszałem od duchownego: 

"Siła boska - leczy bezinteresownie; siła diabelska nie leczy, tylko stwarza pozory wyleczenia: przesuwa dolegliwości lub jak 'wylecza' - to w zamian za duszę."


Wytwarzanie środków homeopatycznych 

Czym jest homeopatia? (...) to metoda polegająca na stosowaniu minimalnych dawek środków, które w większych dozach wywołują objawy podobne do danej choroby, zgodnie z zasadą: podobne leczy się podobnym.  ("Miłujcie się!", 2/2008) 

"Podróż choroby":

Homeopatia posługuje się lekami w bardzo małych ilościach, 
przygotowanych według zasad potencjonowania 
(rozcieńczania i wstrząsania). Substancje wyjściowe 
są tak silnie potencjonowane, że w leku nie można potem 
znaleźć ani jednej ich cząsteczki.
(ai: to co w nim jest?)

Skąd?

- Około 60-70% wszystkich homeopatycznych leków pochodzi ze świata roślin.
(ai: ale to nie ziołolecznictwo!)

- Świat zwierząt jest bardzo ważnym źródłem leków homeopatycznych. Do produkcji potencji używa się całych zwierząt lub ich produktów. (...) Potrzebuje się tak niewiele surowca, że pranalewka wyprodukowana z jednej pszczoły czy pająka wystarcza do wytwarzania potencji przez wiele lat. 
(...)

- Substancje zaliczane do trujących i niebezpiecznych dla człowieka okazały się być lecznicze w stanie potencjonowanym.
- Nozody - są otrzymywane z chorobowych produktów zwierząt, roślin, człowieka, np.:
zmacerowanego płuca guźliczego, zainfekowanych gruźliczych węzłów chłonnych cielęcia, patologicznej wydzieliny kaszalota, przegniłego mięsa (leżącego 2-3 tygodnie na słońcu), zarazka kiły, pęcherzyka ospy, grudy końskiej (strup w pęcinach), sporyszu (grzyb w życie) 
... bo:
"Siły lecznicze przyrody znajdują się nie tylko i wyłącznie w rzeczach pięknie wyglądających, o przyjemnym zapachu czy delikatnym smaku, (...) mogą kryć się w martwej tkance lub zainfekowanej wydzielinie."

- Sarkody - wydzieliny i wyciągi otrzymane od zdrowych zwierząt i ludzi: z podwzgórza wołu, hormonu przysadki, nadnerczy, tarczyc owiec lub cieląt, wyciągu z jajników owcy lub krowy.

"Nie dajcie się Państwo przestraszyć tym, co tu przeczytaliście, gdyż substancje te są normalnie stosowane w wysokich potencjach i wolne od jakiejkolwiek "prasubstancji". Nie są one trujące, są bezbarwne, bez smaku i zapachu. Wszystko, co podaje Państwu homeopatia, to kilka granulek nasączonych rozcieńczonym i potencjonowanym lekiem".

... i tak "uspokajającą i optymistyczną" informacją kończę post - zdrowia wszystkim życząc.

ai


* * *

źródła: 
- "Podróż choroby" - Mohinder Singh Jus, tłumaczenie z niemieckiego: Dorota Drabicka
- "Miłujcie się!" - nr 2/2008: Homeopatia - autorka Maria Suszczyńska




poniedziałek, 6 października 2014

100% natury - najlepszy lek...

Takie obrazy działają relaksująco: oto lokator na mojej działce. Niestety: czynszu płacić nie chce :-| Zaraz zaraz: a może to ja mam działkę na jego terenie? Jej. Hmmm...


wtorek, 30 września 2014

"Polacy odporni na działanie rtęci" - czyli amalgamaty w zębach

Zaiste - przedziwny ten świat: "W większości krajów Unii amalgamaty w stomatologii są zakazane - u nas jeszcze nie" - to usłyszałem od pani stomatolog podczas ostatniej mojej wizyty. Mówiąc to - sama uśmiechała się wyrażając zdziwienie taką sytuacją. Oczywiście to stwierdzenie padło po moim pytaniu, gdyż temat ten ździebko mnie zaintrygował. A po jakim to fakcie? - otóż mój kolega zdziwił się, gdy z kolei ja zareagowałem zdziwieniem na to, że on właśnie sobie serwuje amalgamatowe plomby...

- "A co, coś z nimi nie tak???"

Ufff, więc co nieco napisać trzeba...


W jednym z serwisów traktujących o zdrowiu (onet.zdrowie: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/profilaktyka/amalgamatowe-plomby-z-rtecia-niebezpieczne-dla-zdrowia/167jx) czytam:

"Stosowane obecnie wypełnienia amalgamatowe nie zawierają już w swoim składzie rtęci i są bezpieczne dla zdrowia, ale mają niskie walory estetyczne."

Zaraz zaraz - coś to nie gra, a jak gra - to nie stroi. Czytam w necie, co to amalgamat, ale i na wszelki wypadek konsultuję się z edukowanym chemikiem, czyli koleżanką - akademicką chemiczką:
"Jak amalgamat, to tylko związek rtęci, bo to jedyny metal w stanie ciekłym w temperaturze pokojowej. Mikstury z innymi metalami - to stopy, w podwyższonych temperaturach".
To wyjaśnienie stroi też z tym, co mi powiedziała pani stomatolog: tak, rtęć w tym amalgamacie jest, tylko teraz to nie dentysta robi miksturę, a jest ona wyciskana w postaci pasty z tubki.

Hmmm, no to chyba pewne "renomowane" serwisy o zdrowiu - darować sobie trzeba. Po prostu: szkoda na nie czasu.

Wracając do trucizny w zębach: kochane, bo dbające o nasze zdrowie, NFZ - refunduje tylko za plomby amalgamatowe. Jak chcesz zdrową plombę kompozytową - płać za całość, czyli i całe przygotowanie zęba, ze swojej kieszeni. A nie powinienem w sumie dopłacać tylko za różnicę w cenie materiałów kompozyt-amalgamat? Co za inteligent konstruował ten przepis tak jawnie forsujący zakładanie ludziom rtęciowych trucizn?

Na Interii (http://nt.interia.pl/raport-medycyna-przyszlosci/medycyna/news-plomby-amalgamatowe-wcale-nie-takie-straszne,nId,946213) czytamy:

Naukowcy nie mają wątpliwości, że plomby amalgamatowe powoli rozpuszczają się i uwalniają toksyczną rtęć do jamy ustnej. Teraz część lekarzy jest zdania, że uwolniona rtęć wcale nie wpływa trująco na organizm człowieka. 

- czyli naukowcy swoje, a lekarze - swoje. A może sedno w tym, kto z czego ma zyski finansowe...?

Dalej czytamy:

Obecność rtęci w moczu może być jednym z pierwszych symptomów wdychania oparów tego pierwiastka, rozpuszczanych z plomb amalgamatowych. Ale rtęć w naszym organizmie może pochodzić także z diety, bowiem spożywanie wielu gatunków ryb może powodować wzrost akumulacji pierwiastka w organizmie człowieka

... "gratuluję" tu tym, co w swoim czasie uwierzyli i DALEJ wierzą, że muszą "minimum dwa razy w tygodniu" jeść
ryby morskie - bo to zdrowo. Ja, od kiedy wiem, że są one nafaszerowane rtęcią - takie mamy wody: "sorry, taki klimat" - jadam je sporadycznie. A tuńczyka - wręcz unikam. W przeciwnym razie: Alzhaimer lub Parkinson prawie gwarantowany.

Wracając do sedna tematu - posłużmy się Wikipedią:

Amalgamat stomatologiczny – amalgamat rtęci ze srebrem, cyną, miedzią, kadmem oraz niekiedy cynkiem, stosowany w stomatologii jako wypełnienie, głównie w ubytkach klasy I, II i V. Obecnie notuje się odchodzenie od stosowania amalgamatu w dentystyce z uwagi na względy estetyczne (metaliczny kolor wypełnienia kontrastuje z tkanką zęba), narażenie lekarzy i pacjentów na kontakt z toksyczną rtęcią oraz ze względów środowiskowych (emisja rtęci do atmosfery wskutek kremacji zwłok ludzkich).

... ten ostatni...: to jest żelazny argument zniechęcający do założenia takiej plomby J

Ale poważniej:

Jakie działanie ma rtęć?

Toksyczne właściwości rtęci znane są od czasów starożytnych. Rtęć to trucizna, która jest inhibitorem enzymów odpowiadających za przemianę materii na poziomie komórkowym.
Powoduje ona zaburzenia pracy wszystkich narządów oraz układu hormonalnego, nerwowego, odpornościowego i trawiennego. Rtęć wpływa negatywnie na pracę układu odpornościowego, powodując zwiększoną podatność na infekcje i nowotwory. Rozpad komórek przyspiesza starzenie się organizmu oraz powstawanie poważnych chorób neurodegeneracyjnych.

Według Franza-Xaviera Reichla, autora Kieszonkowego atlasu medycyny środowiskowej, zatrucie rtęcią uwolnioną z amalgamatów objawia się

- bólem mięśni i stawów, bólami brzucha, bólami głowy,zawrotami głowy
- wzmożonym poceniem się, 
- nadwagą, 
- problemami z oddychaniem, kaszlem, nudnościami, 
- zaburzeniami wzroku i słuchu, 
- wypadaniem włosów, 
- depresją, zmęczeniem, nerwowością, stanami lękowymi, 
- problemami z trawieniem oraz zaburzeniami funkcji kognitywnych (poznawczych).

Rtęć odpowiada też za zwiększoną liczbę przypadków chorób „nowych”, czyli takich, na które zachorowanie zwiększa się od 1980 roku

- fibromialgii - zespołu chorobowego, charakteryzującego się uogólnionym bólem w układzie ruchu z występowaniem charakterystycznych punktów, rozmieszczonych symetrycznie, wrażliwych na ucisk, któremu towarzyszy uczucie przewlekłego zmęczenia, uczucie sztywności oraz sen nie powodujący poczucia odpoczynku,
- zespołu przewlekłego zmęczenia,
- alergii, 
- depresji, 
- zespołu przewlekłej hiperwentylacji, 
- zaburzeń układu nerwowego i mięśniowego, 
- przewlekłych infekcji, 
- nawracających grzybic, 
- problemów metabolicznych, 
- migren i przewlekłego bólu.

Rtęć ma też właściwości kancerogenne, upośledza funkcje rozrodcze i ma negatywny wpływ na rozwój płodu.
Z zatruciem rtęcią mogą być także powiązane takie choroby jak choroba Parkinsona, Alzheimera, stwardnienie rozsiane, autyzm oraz choroby nowotworowe. Również rtęci przypisuje się powodowanie ADHD - wymyślonej przez Leona Eisenberga fikcyjnej choroby:

W zakrojonym na szeroką skalę niemieckim badaniu przeprowadzonym w 1997 r. wykazano, że rtęć uwalnia się z plomb. Naukowcy z niemieckiego uniwersytetu w Tübingen zbadali ślinę 18 000 uczestników, którzy mieli średnio po dziewięć plomb amalgamatowych. 77-stronicowy raport z wyników badania informuje, że po okołu dziesięciu minutach żucia gumy, ślina zawiera średnio aż 47 mg rtęci na litr. Norma ustanowiona przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) dla wody pitnej to 1 mg rtęci na litr. Oznacza to, że osoby z plombami amalgamatowymi przyjmują podczas każdego posiłku 47 razy więcej rtęci niż stanowi dopuszczalna norma.




Wiedz, że:

- W Japonii nie stosuje się amalgamatów stomatologicznych z rtęcią już od trzydziestu lat.
- W Rosji zakazano ich stosowania w 1985 r., kiedy podczas setek badań wykazano niebezpieczeństwo związane ze stosowaniem takich plomb.
- W Norwegii zakaz stosowania rtęci obejmuje wszelkie jej zastosowania, a wypełnianie ubytków amalgamatem jest zabronione.
- W Szwecji nie używa się amalgamatów od 1999 roku.
- W Niemczech nie uczy się już dentystów, w jaki sposób wypełniać ubytki amalgamatami stomatologicznymi.
- W Kalifornii w tych gabinetach, w których stosuje się amalgamaty, należy wywiesić w widocznym miejscu ostrzeżenie o następującej treści:

W tym gabinecie stosuje się plomby z amalgamatu. Amalgamat zawiera rtęć. Pacjenci, u których zastosowano tego rodzaju plomby są narażeni na kontakt z toksyczną substancją chemiczną. Stan Kalifornia informuje, że rtęć może powodować wady wrodzone oraz zaburzenia płodności.


* * *
Dodatkowe źródła:


czwartek, 4 września 2014

Plastik plastikowi nierówny...

Wynosząc kolejny worek z plastikowymi opakowaniami do kontenera na śmieci - właściwego oczywiście na ten rodzaj odpadów;) - sięgam czasami pamięcią do czasów dzieciństwa. Wtedy nie musiałem jako grzeczny  synek takich czynności wykonywać, gdyż... nie było plastików! Pomyślcie: jak wtedy bez nich ludzie żyli? Płócienne torby na zakupy, szklane opakowania, szary papier, a w warunkach domowych: gazety.... I jakoś nikt się nie przejmował, że farba drukarska jest trująca. Ważne, że było co w nie zawijać!
Dzisiaj? Tak ogólnie rzecz ujmując: tworzywa nazywanego ogólnie plastikiem - do wyboru, do koloru. Co za wygoda!
Lecz, jak to w większości aspektów naszego życia bywa, zawsze jest jakieś ALE. Jakie tym razem? Otóż, jak w tytule: plastik plastikowi nierówny. Niektóre jego rodzaje są lub mogą być /pod działaniem pewnych czynników, np. słońca/ dla naszego zdrowia naprawdę groźne...

Oznaczenia - rodzaje

Pierwsze znaki identyfikujące polimer zastosowany do produkcji opakowań z tworzyw sztucznych wprowadziło (w 1988 r.) Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Tworzyw Sztucznych. System identyfikacji (Resin Identyfication Code - RIC) przyjął się powszechnie również w Europie i został zaaprobowany przez Europejskie Stowarzyszenie Producentów Tworzyw Sztucznych jako dobrowolny sposób identyfikacji tworzyw sztucznych. 

Znak identyfikacyjny składa się z cyfry kodowej 
określonego tworzywa sztucznego wpisanej 
w trójkąt utworzony ze strzałek 
oraz symbolu literowego tego tworzywa.

Znak identyfikacyjny określa rodzaj zastosowanego polimeru i nie jest oraz nie może być utożsamiany z symbolem przydatności do ponownego przetwórstwa (recyklingu). Jest stosowany jako środek pomocniczy przy sortowaniu odpadów tworzyw sztucznych w celu usprawnienia odzysku surowców wtórnych. Najczęściej jest nanoszony na opakowaniach sztywnych o pojemności powyżej 200 cm3 i masie powyżej 50 g.


1-pet1 – PET      -->  politereftalan etylenu

Używany jest do produkcji jednorazowych opakowań do żywności, jednorazowych butelek i jednorazowych naczyń. Typowym opakowaniem PET są butelki do wody smakowej, źródlanej i mineralnej.
Komentarz opublikowany w Environmental Health Perspectives w kwietniu 2010 roku sugeruje, że PET może podczas zwykłego użytkowania wytwarzać związki chemiczne zwane ksenoestrogenami i zaleca dalsze badania na ten temat.
Ksenoestrogeny mogą zaburzać funkcjonowanie organizmu, m. in. równowagę hormonalną; obecne w wodzie pitnej podejrzewane są również o powodowanie zaburzeń płodności u mężczyzn oraz zaburzeń w kształtowaniu płci w życiu płodowym.


2-hdpe

2 – HDPE       -->  polietylen o dużej gęstości

Polietylen o dużej gęstości uważany jest za jeden  bezpieczniejszych plastików, może być stosowany do powtórnego użycia.
Posiada dużą odporność na naprężenia, uderzenia, zużycie;  jest sztywny i odporny na czynniki chemiczne.


                         3 – PVC        -->  polichlorek winylu
3-pvc

- bardzo powszechny, używany do wyrobu m.in. folii do pakowania żywności. PVC jest szkodliwy dla zdrowia i może wydzielać toksyny. W procesie spalania polichlorku winylu wytwarzają się bardzo groźne dla zdrowia związki chemiczne zwane dioksynami, które są czasami bardziej niebezpieczne od cyjanku potasu.


                        4 – LDPE          -->  polietylen o małej gęstości 
4-ldpe

- używany do produkcji wielu rodzajów opakowań do żywności, jest dpuszczony do powtórnego użytku i bezpieczniejszy niż wiele innych plastików, ale nie tak bezpieczny jak tworzywa nr 2 i 5. Ma mniejszą odporność naprężeniową, ale lepszą plastyczność i giętkość niż HDPE, jest bardziej elastyczny - ale to kosztem niższej przezroczystości.



                          5 – PP          -->     polipropylen
5-pp

- przykładowe zastosowanie: wykładziny cystern do mleka, napełniane na gorąco puszki, słoje i butelki, pojemniki i różne opakowania, w tym również z folii. Razem z tworzywem nr 2 (HDPE) uznawany jest za jeden z najbezpieczniejszych plastików.




                          6 – PS         -->   polistyren 
6-ps

- najbardziej znany w formie spienionej czyli jako styropian. PS wydziela toksyny i nie powinien być stosowany jako opakowanie do żywności. I rzadko stosowany jest do tego celu ze względu na mniejszą odporność chemiczną od polietylenu, ale jest obecny np. w przykrywkach do jednorazowych kubków na kawę.




7 – INNE
7-inne- nie do powtórnego użycia. W tej kategorii znajduje się wiele szkodliwych związków, m.in. także bardzo toksyczny bisfenol A (BPA), który może przyczyniać się do zachorowania na schizofrenię, depresję czy chorobę Alzheimera. Ponadto jedząc lub pijąc żywność, która miała kontakt z BPA narażamy się na zaburzenia układu nerwowego i hormonalnego. W żadnym wypadku nie można ich używać w kuchenkach mikrofalowych, które zwielokrotniają przenikanie BPA do żywności.


Można śmiało stwierdzić, iż plastiki dzisiaj są wszechobecne. Skoro tak, nie wywiniemy się od kontaktu z nimi. Warto więc pamiętać o podstawowych zasadach obcowania z tymi chemicznymi tworami:

1.
Nie wystawiajmy butelek plastikowych PET z napojami na działanie słońca. Szczególnie podczas naszego wypoczynku, gdzie takie butelki poddane promieniowaniu UV słońca potrafią wydzielać szkodliwe toksyny do znajdującego się wewnątrz napoju.

2.
Do przechowywania żywności używajmy tylko plastików oznaczonych cyfrą 2 (HDPE) i 5 (PP). Plastików z pozostałych grup nie używajmy do przechowywania żywności, ale pamiętajmy o ich recyklingu.

3.
Nie używajmy ponownie butelek PET i nie podgrzewajmy w mikrofalówce żywności na tackach, na których ta żywność była kupiona. Chyba, że na opakowaniu zaznaczono, że nadaje się do tego celu.

4.
Nie podgrzewajmy w mikrofalówkach żywności w opakowaniach zawierających bisfenol (grupa 7), nie wlewajmy do nich gorących płynów i nie zmywajmy w zmywarkach.

5.
Wszystkie opakowania plastikowe używajmy zgodnie z instrukcją zawartą na opakowaniu (oznaczenia dotyczące temperatury, zmywarki itp).


* * *

źródła:
http://opakowania.com.pl/Wiadomo%C5%9Bci/Znaki-identyfikuj%C4%85ce-materia%C5%82-opakowania-26182.html
http://pl.wikipedia.org/wiki
http://www.hpeplasticextrusions.com/polyethyleneextrusionsmini.html
http://www.ukrytaprawda.com/butelki-i-opakowania-plastikowe-dobre-zle-i-najgorsze/




niedziela, 6 lipca 2014

Upiorne tłuszcze TRANS


... czyli od minimum dwóch dekad aktualne pytanie: masło czy margaryna?

* * *

Tłuszcze są niezdrowe i powinniśmy unikać ich jak ognia !

- takie jest powszechne przekonanie. Ale... nie do końca słuszne.
Dietetycy straszą nas szczególnie tłuszczami trans. Czym tak naprawdę są i gdzie je znajdziemy?

Sztuczny produkt

Tłuszcze trans to około 3 do 5 proc. naturalnych tłuszczów pochodzenia zwierzęcego. Znajdują się w produktach mlecznych i mięsach. Wydaje się, że to nie powód, aby z tak małej ilości robić wielkie zamieszanie. Jednak to

nie pochodzące z natury tłuszcze trans szkodzą nam najbardziej. 

Dużo niebezpieczniejsze dla naszego zdrowia są półsyntetycznie tłuszcze roślinne, uzyskiwane przez częściowe uwodornienie naturalnych olejów.
Skąd się biorą tłuszcze trans? Weźmy pod lupę choćby margarynę. Podczas jej produkcji utwardza się ciekłe oleje roślinne, uwodorniając wiązania nienasycone. Prowadzi to do powstawania kwasów nasyconych oraz nienasyconych kwasów o konfiguracji trans. Gdzie jeszcze znajdziemy te związki? Przede wszystkim w żywności przetworzonej. Są w maśle roślinnym, ale także w gotowych ciasteczkach, płatkach kukurydzianych, powszechnie dostępnych fast foodach, zupach w proszku, chipsach, frytkach, ulubionych przez dzieci batonach czekoladowych czy gotowych wypiekach. Znajdziemy je także w potrawach usmażonych na oleju w domu.

Im mniej, tym lepiej

Na całym świecie podjęto już kroki, by ograniczyć spożycie olejów utwardzanych wodorem. W wielu krajach wprowadzono lub planuje się wprowadzenie obowiązku umieszczania na produktach spożywczych informacji o zawartości tłuszczów trans. Dąży się także do maksymalnego ograniczenia ich zawartości. Prekursorami  były Dania i Kanada. Dania już w 2003 r. wprowadziła zakaz sprzedaży przetworzonych produktów spożywczych ze zwiększonym - w stosunku do naturalnego - stężeniem tłuszczów trans (2 proc.) W Kanadzie ten przedział wynosi  2–5 proc.  – zależnie od produktu. Cały czas doskonali się także procesy technologiczne – na przykład zastępowanie uwodornienia estryfikacją -  tak, by izomerów trans było jak najmniej.

Dla porównania warto dodać, że dwa lata temu SGGW
w Warszawie przeprowadziła badania dotyczące
m.in. ilości izomerów trans we frytkach
dwóch popularnych restauracji typu fast food.
Zawartość w obydwu przypadkach wynosiła prawie 20 proc.

Lepiej uważać
Z tłuszczami trans nie ma żartów. Liczne doniesienia naukowe wskazują, że ich częste spożywanie ma negatywny wpływ na nasze zdrowie - rośnie na przykład ryzyko zachorowania na raka piersi i zwiększa się prawdopodobieństwo rozwoju innych nowotworów. Po ich spożyciu podnosi się stężenie we krwi złego cholesterolu, a tym samym ryzyko występowania i rozwoju chorób miażdżycowych. Co więcej udowodniono, że tłuszcze trans obniżają poziom dobrego cholesterolu w naszym organizmie. Zwiększają też prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę, mogą zwiększyć ryzyko depresji, a nawet przyczyniać się do występowania komplikacji w czasie ciąży.

Zdrowa wołowina

Oczywiście jak ze wszystkim, tak i tutaj należy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Tym bardziej, że ostatnio okazało się, że nie wszystkie tłuszcze trans szkodzą. Korzystne dla naszego zdrowie działanie mają zwłaszcza te zawarte w mleku i wołowinie – tak przynajmniej informuje pismo „Advances in Nutrition”.  Według niektórych badań naturalne izomery trans wytwarzane przez przeżuwające zwierzęta,  mogą wręcz zmniejszać ryzyko choroby wieńcowej czy nowotworów.

Jednak lepiej przerzucić się na zdrowe tłuszcze.

- To od nas samych zależy, czy pomożemy naszemu organizmowi zrównoważyć zawartość tłuszczów trans przez spożywanie zdrowych,  jedno i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Można je znaleźć w oliwkach, rzepaku, awokado, pistacjach, orzechach laskowych, tranie ryb morskich, kiełkach, ziarnach lnu czy kukurydzy oraz w oliwie.

Należy pamiętać, że zdrowy tłuszcz roślinny tłoczony na zimno ma zawsze postać płynną, tran także - przypomina Robert Joachimiak-Szpinda, szef kuchni Velaves Spa & Resort.

* * *

No i...: masło! :-)

* * *

Źródło: 
http://kuchnia.wp.pl/kat,1037879,title,Tluszcze-trans-zawsze-szkodliwe,wid,16106790,wiadomosc.html







niedziela, 25 maja 2014

Bananowy HIV

... czy wiecie, że banan jest czwartym najważniejszym produktem rolnym naszego globu, po ryżu, pszenicy i mleku? No ja bym obstawiał ziemniaka na tym miejscu - a tu proszę: delikatesowy swego czasu produkt, a dzisiaj u nas owoc "niekoniecznie niezbędny" - podstawą żywieniową na Ziemi! - ładnie. Jakże to się kłóci z przekonaniem - przynajmniej moim, że to małpki mają go w podstawie swego menu; hmmm: czy to kolejny dowód na darwinowską teorię ewolucji...?

* * *

Promocja banana była przemyślana i globalna: bananowe skórki w filmach niemych z Chaplinem i Keatonem, wprowadzanie litery "b" w szkołach poprzez obrazek banana, a i przekonanie mam, że
najlepsze papu na drugie śniadanie dla ich pociech to ten sympatyczny, zakrzywiony owoc. A że uprawiany w otoczce chemii... kogo to tak naprawdę obchodzi?

* * *

Biznesowe operacje /czytaj: machinacje/ zakończone fuzją doprowadzają do powstania bananowego giganta, połączenia amerykańskiej Chiquity i irlandzkiego Fyffesa. Konsolidacja w branży, podzielonej dotąd na cztery firmy, daje szansę na oszczędności i wykrzesanie sił do utrzymania niskich cen bananów w sklepach - tak twierdzą giełdowi komentatorzy. My konsumenci, czyli praktycy - wiemy swoje: "kilka w jednym" to monopol, a to nie wróży w perspektywie nic dobrego.

Nic dobrego tym bardziej, że niskim cenom bananów zagraża grzyb o nazwie fusarium oxysporum. Pochodzi z Południowo-Wschodniej Azji, rozpoznano go w latach 70-tych XIX wieku w Australii  i nie ma, jak na razie, znanej nam chemii, by go zwalczyć. Potrafi przeczekać w glebie nawet kilkadziesiąt lat!  - przenosi się z wodą lub ziemią: wystarczą drobiny przeniesione np. na butach. Jedyny obecnie sposób walki z nim to izolacja zarażonych upraw i ich niszczenie. Trudno to zresztą nazwać walką - doczekał się miana bananowego HIV.

Strat w uprawach było wiele. M. in. w latach 60. choroba wykończyła wielkoobszarowe uprawy Dużego Michała: znacznie bardziej soczystego, bardziej miękkiego i żółtego - pod każdym względem lepszego banana od tego, którego obecnie możemy kupić: odmiany Cavendish, z Chin :)

Cavendish - odmiana wcześniej odsunięta na bok konsumpcji z powodu braku wyraźnego smaku oraz cieńszej skórki, co w handlowej podróży skutkowało mniejszą odpornością na transportowe turbulencje. I to upodobanie Cavendisha do klimy: musi być wożony i przechowywany w chłodzie, a dojrzewa - zdziebko chimerycznie; Duży Michał w kiści miał owoce równo dojrzewające, był wydajny i nie łapał ówczesnej wersji choroby panamskiej.

Cytat z http://www.rp.pl/artykul/751514.html:

"United Fruit kontrolowało 90 proc. rynku bananów w Stanach Zjednoczonych, jednak to jego główny konkurent, Standard Fruit – dziś znany jako Dole – szybciej zareagował na tajemniczą plagę. Zamiast ubóstwianych przez Amerykanów Gros Michel, wprowadził do sprzedaży pochodzący z Chin gatunek Cavendish.
Trudniejszy w uprawie i transporcie Cavendish przynosił mniejsze zyski. Był wrażliwy na inne choroby, walka z którymi wymagała stosowania drogich pestycydów. Jego skóra często obijała się w transporcie, co wymuszało pakowanie owoców do skrzyń. Banany musiały dojrzewać w szklarniach. Gdy wreszcie trafiały do sklepów, po tygodniu gniły. Co więcej, ci, którzy znali smak Gros Michel, przekonywali, że Cavendish nie umywa się do poprzednika.
Pełen obaw, że klienci nie pokochają tego gatunku, United Fruit wciąż szukał innego rozwiązania problemu panamskiej zarazy. W Hondurasie powstało laboratorium, którego zadaniem było wypracowanie gatunku równie smacznego, jak Gros Michel, jednak odpornego na zabójczy grzyb. Przez czterdzieści lat badań powstało 20 tysięcy bananowych hybryd, jednak żadna z nich nie okazała się na tyle udana, by wyprzeć z rynku Cavendisha. Naukowcy ponieśli porażkę, a szef laboratorium, Phil Rowe, w 2001 roku powiesił się na jednym z eksperymentalnych bananowców. United Fruit zostało zmuszone do uprawy Cavendisha, banana, którego dziś jemy wszyscy."

* * *
Ale - gdzie tu wyraźny wątek zdrowotny? - "oprócz HIV-a bananowego" :)  Proszę bardzo.

Zdanie najpierw o wątku społecznym: sławione przez ekspertów zalety monopolu bananowego przekładające się na konsumencką radość z powodu niskich cen owocu brutalnie zderzają się z
krzywdą ludzką - niskimi płacami, ich cięciem, na ogromnych plantacjach, w rejonach których producent-monopolista jest często jedynym pracodawcą.

Banan to bardzo wrażliwa roślinka, podatna na wszelakie przypadłości: do oprysków wrażliwych bananowców potrzeba kilkanaście razy więcej chemikaliów niż do zabezpieczenia pola zboża w Europie. W arsenale plantatorów znajdują się związki zabronione w Europie i Ameryce, a mnie nie uspokajają tłumaczenia, że gruba skórka banana chroni owoc właściwy przez tymi trutkami. Pamiętajmy też, że Cavandish ma tę skórkę cieńszą niż miał Duży Michał.

Aspekt szkodliwej chemii jest i inny: na plantacjach stykają się z nią osoby tam pracujące, a i środowisko naturalne jest poważnie przez chemię degradowane. Uwzględniając to oraz wspomnianą już nieadekwatną zapłatę za pracą na plantacjach - czy etycznym jest kupowanie tych owoców? Na to oczywiście ewentualnie każdy sam sobie odpowie.

Czy transport owoców przez pół świata ma jakieś sensowne uzasadnienie?

... poza spełnianiem kaprysów klientów?

Walory smakowe - walorami smakowymi, ale wysoce wątpliwym jest na pewno sens jedzenia tych owoców w celu dostarczania organizmowi chociażby witamin: zrywany jest owoc zielony, który rósł w oparach chemii: jakie tu witaminy? Czy nie pojawiają się one w sensownych ilościach dopiero w owocach dojrzałych? Jak np. w naszych jabłkach, gruszkach, śliwkach?

Może warto zastanowić się, zanim sięgniemy po słoiczek z bananowym miksem dla naszego maluszka, czy warto go przyzwyczajać do tego smaku, do tego owocu?


* * * * *

źródło: nr 12 (2950) Polityki, Jędrzej Winiecki, "Bananowy grzyb"



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Dobry czas na biznes oparty na psychozie, czyli...: czas szczepień

Amerykańska "Strategia napięcia" działa i w medycznym biznesie: czas straszenia chorobami, powrotem, nawrotem, czy też mutacjami wirusów - itp. A jeszcze i na bazie straszenia Putinem (to nie wirus - tak dodam na wszelki wypadek) - poczucie zagrożenia wzrasta: ludziska są otwarci na działania innych, na działania "ojców naszego bezpieczeństwa" - ONI zwalniają nas od myślenia i podejmowania trudnych decyzji.

Jaka to wygoda...

* * *

Znamy główny cel stosowania szczepionek: wprowadzenie do organizmu zmodyfikowanych mikrobów, fragmentów ich struktury czy metabolitów, w celu stymulacji jego naturalnych mechanizmów obronnych. Kiedy osobę zaszczepioną zaatakuje prawdziwa choroba, jej układ odpornościowy będzie pamiętał profil danego mikroba, więc szybciej i silniej zareaguje, by go wyeliminować.

Tyle mówi teoria. W praktyce jest to bardziej skomplikowane.

Medycyna chce poprawić układ odpornościowy niemowląt

Układ odpornościowy niemowląt działa zupełnie inaczej niż dorosłych, a nawet inaczej niż dzieci w wieku poniemowlęcym.

Zamiast zwalczać ciała obce, 
które chcą przeniknąć do środka, 
układ odpornościowy niemowlęcia przyjmuje je.

To logiczne, ponieważ wcześniej płód jest jakby „gościem” w macicy matki. Musi być w stanie przyswoić sobie wszystko, co przepływa przez łożysko. Na drodze procesu niepoznanego jeszcze dobrze przez naukę, tuż przed porodem lub wkrótce po nim układ odpornościowy malucha (do tej pory akceptujący wszelkie obce substancje) zaczyna je odrzucać. Proces ten kończy się po około sześciu miesiącach od narodzin dziecka.

Na tym właśnie polega problem lekarzy, którzy chcą szczepić niemowlęta. Wstrzykiwanie noworodkowi szczepionek nic nie da, ponieważ noworodek nie wytwarza przeciwciał lub wytwarza ich za mało. 

Mimo niemal zupełnego niezrozumienia tego procesu w układzie odpornościowym niemowląt (najpierw przyjmowanie, potem odrzucanie ciał obcych), niektórzy lekarze z góry zawyrokowali, że wcale nie tak ma on działać. A więc rozpoczęli badania nad tym, jak zmusić układ odpornościowy dopiero co narodzonych dzieci do produkowania przeciwciał w wyniku zaszczepienia.
Zdaniem tych lekarzy układ odpornościowy niemowlęcia jest z gruntu wadliwy, a ich zadaniem byłoby naprawienie go. Remedium zostało już ponoć wynalezione, a jest nim nowy adiuwant o nazwie VTX-294.

Kokaina dla układu odpornościowego

Adiuwant to produkt dodawany do szczepionek w celu wzmocnienia odpowiedzi immunologicznej organizmu. Jest substancją, która stymuluje produkcję przeciwciał w układzie odpornościowym.
Naukowcy ze szpitala dziecięcego w Bostonie odkryli, że syntetyczny związek, nazwany VTX-294, zwiększa produkcję interleukiny-1 beta (IL-1β) oraz czynnika martwicy guza (TNF), co świadczy o silnej odpowiedzi immunologicznej.
Tak więc odkrycie skutków działania VTX-294 we krwi noworodków było dla naukowców pewnym przełomem – to dzięki temu jest on kandydatem na nowy adiuwant do szczepionek dla tak małych dzieci.
Równocześnie pojawiają się głosy krytyczne. Opisana wyżej intensywna produkcja przeciwciał uruchamia w organizmie noworodka zupełnie nienaturalną reakcję zapalną, która może być katastrofalna w skutkach.

Stan zapalny u ciężarnej kobiety został uznany za ważny czynnik powodujący autyzm u ich dzieci. Zarówno czynnik martwicy guza, jak i interleukina-1 beta to cytokiny, a nadmierne ilości tego typu białek (tzw. burze cytokinowe) zostały wiele razy powiązane z rozwojem autyzmu6,7,8,9.  A jak inaczej, jeśli nie burzą cytokinową, można nazwać nienaturalną produkcję cytokin TNF i IL-1β w organizmie noworodków?
A więc sztucznie wywołane reakcje zapalne mogą uczestniczyć w rozwoju autyzmu u dzieci!

VTX-294 to kolejna trucizna?

Adiuwant VTX jest benzazepiną, substancją chemiczną podobną do benzodiazepin, czyli składnika leków przeciwlękowych (anksjolityków) takich jak Diazepam, Xanax czy Relanium. Benzazepina składa się z pierścienia benzenu i pierścienia azepiny, zaś benzodiazepiny mają jeden pierścień benzenu i dwa azepiny (czyli diazepinę).
Benzen jest trucizną, której przypisuje się wywoływanie raka, rozmaite uszkodzenia neurologiczne, rozwojowe i zaburzenia płodności.
Naprawdę trudno wyobrazić sobie, że można zupełnie poważnie rozważać wstrzykiwanie noworodkom pochodnej benzenu, znanego już jako trucizna. A już zupełnie nieprawdopodobne wydaje się podawanie w niektórych szczepionkach innych toksycznych substancji, takich jak rtęć czy formaldehyd.
Tymczasem dzieje się to już teraz, pomimo protestów wielu pacjentów i ofiar skutków ubocznych szczepionek.

Bezgraniczna pycha medycyny

Wygląda na to, że założeniem badań nowoczesnej medycyny jest to, że każde nowo narodzone dziecko jest w jakiś sposób „popsute”.
Taki pogląd zakrawa na najczystszą arogancję, ale właśnie z niego wynikają próby obejścia istoty działania układu odpornościowego niemowlęcia.
Jest to tym bardziej niepokojące, że adiuwantów do szczepionek nie przetestowano dostatecznie. Tak było na przykład ze skwalenem, któremu niedawno udowodniono zwiększanie ryzyka narkolepsji.

Należy również wymienić inne substancje:
> formaldehyd (rakotwórczy)
> rtęć (neurotoksyczna)
> polysorbate 80 (monooleinian polioksyetylenosorbitolu – zaburza gospodarkę hormonalną)
> glin (neurotoksyczny i rakotwórczy).

Wszystkie te substancje, mimo swej toksyczności, są powszechnie stosowane w szczepionkach.
We wnioskach z badań nad VTX-294, opublikowanych na stronie renomowanego czasopisma „Plos One”, znajdziemy czarno na białym:
„VTX-294 jest nowatorskim, ultraskutecznym agonistą, który aktywuje leukocyty u dorosłych i noworodków. Jest kandydatem na adiuwant do szczepionek przeznaczonych zarówno dla dzieci i dorosłych”.
Jeśli VTX-294 będzie kiedykolwiek używany do szczepień, nikt nie może przewidzieć, że nie zaburzy normalnego rozwoju układu odpornościowego. Może też wywołać raka, autyzm, schorzenia neurologiczne albo zupełnie nowe choroby takie jak makrofagowe zapalenie mięśniowo-powięziowe (MMF) wywołane przez glin zawarty w szczepionkach.

Wydaje się, że najnowsze przykłady gwałtownego rozwoju chorób poszczepiennych nie zrobiły wrażenia na niektórych zbyt zarozumiałych naukowcach. Czy nadal będą upierać się przy swoim, twierdząc, że wszystkie przypadki zniszczenia ludziom życia to po prostu „zbieg okoliczności”?


* * *

Źródło: 
http://www.pocztazdrowia.pl/nowy-adiuwant-w-szczepionkach-wrogiem-noworodkow/